Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w brud
Alpagi łyk
I dyskusje po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch"


Późno popołudniowy wyjazd skałkowy - relacja
Na sucho: trzech młodych wspinaczy w tym samym celu. Wspin. Dla jednego z nich to właśnie jedna z fazy treningu w kierunku osiągania nie bagatelnych wyników. Dla pozostałych: rozwspin na zastane palce. Tak tak , dla mnie to był rozwspin na zastane palce ....od 3 tygodni przeszło
Krzysiek, Mateusz , Władysław o 15.40 docierają pod bramę ogrodu. W ogrodzie tym kwiaty przepiękne. Bramą- Bolechowicka Brama , kwiatami - same skały
Krzysiek zostaje naszym przewodnikiem. Znał dobrze te tereny i posiadał magiczną księgę prawdy - czyli przewodnik wspinaczkowy . Lądujemy na Zamarłej Turni.Poczym wszyscy stwierdzamy.... że to przecież tak tatrzańsko brzmi.
Na początek „Zamarła Wprost” IV , podczas wejścia osadzamy dwie kości, które nie bez powodu znalazły się dziś w naszej szpejarce :) Moja pierwsza myśl po skończeniu drogi : „Aż miałem czas sobie pomyśleć..........” , po prostu przyjemna. O czym pomyśleć ? To już pytanie do tych co się wspinają, o czym się myśli wtedy jak można , wtedy jak się jest w skale.
Krzysiek wzrasta w trudności. Jego dorobkiem pada „Rysa Myszkowskiego” VI.1+
Myślę sobie : „OOO tak , też się tego podejmę- później” Jak się okaże „później” jest nadal aktualne :) Coffe wstawia się do „Prawej Zamarłej” 6+ , bez problemów pokonuje 3/4 drogi docierając do efektownego przewinięcia. Tam, po krótkim odpoczynku, spowodowanym zapewne potrzebą zawiązania buta lub po porstu podziwiania widoków , przechodzi kluczowe miejsce drogi.
Nie muszę mówić że miałem już w tym momencie sprawę prostą. Ekspresy dyndają w ringach , ścieżka przetarta i odkurzona. Przechodzę tę drogę, nie bez problemów jednak.
Krzysiek, który dogłębnie lustrował okoliczne ściany podejmuję ciężką decyzję : VI 3+/4 „Dusiciel Centaurów” To jest fakt, Krzysiek idzie na maxa , wysila się wielce próbując chwytać i trzymać tego co nie ma. I stawać tam gdzie jest płasko. W końcu odnajduję sekwencję. Przechodzi drogę. Jego entuzjazm przesłania wszystko. Nie wiem już ile zajęło mi stanie pod ścianą ,asekuracja i „blokowanie” Krzychowi , ale teraz nie to jest najważniejsze, udało się !!
Krzysiek udaje się na zasłużony odpoczynek. Coffe i ja udajemy się pod kolejną dróżkę „Filar Szymona”. Tymczasem jednak niebo zaczyna się ściemniać , zapowiada się .... chociaż nie zapowiada się na nic . Koledzy twierdzą : „przejdzie bokiem”, „nic nie będzie” .... i takie tam W ogóle zapomnijmy o tym
Wchodzę w filar . Jak to zawsze Krzysiek powtarza : „Filary to twoje ulubione drogi” . Hmmmm co o tym myślę ? .... No skoro on tak mówi, to może i rzeczywiście są to moje ulubione drogi . Mateusz asekuruje mnie. I fakt 3/4 :D :D drogi to się mój asekurant się nie namęczył , tak jak i ja zresztą. Ale ostatnie fragmenty ....... nie. Nic z tego nie było. Jedna tylko wpinka od stana .Ale ...Odpadłem, zawisnąłem na linie , powisiałem sobie potem.Jeszcze ze dwie próby,ale nie tym razem ..... jeszcze :)
Wchodzi Coffe , niefortunnie pogoda się pogarsza ...a jednak :(, a jednak :( Deszcz pada coraz intensywniej. Coffe dochodzi do 3 wpinki, podejmujemy decyzje o odwrocie. I co robić ? W ścianie dwie liny , chyba z 10 ekspresów , jakieś karabinki .... i deszcz leje , leje coraz bardziej . Coffe zjeżdża, wiąże prusiki na linie i wyrusza na akcję ratunkową.My ratujemy to co pod ścianą, zbieramy plecaki , resztę szpeju....
........I tak ratowali , ratowali wszyscy trzej, wiatr wiał , deszcz siekał po ich nagich torsach.Zimno dawało się we znaki. Podkoszulki leżały pochowane na dnie plecków,aby potem...było coś suchego. Po długich gimnastykach , w szczególności wiszącego Coffego, udało się uratować sprzęt. A było.... i przeciąganie liny, zjazdy , podciągania. Wszystko.
Akcja ratunkowa zajęła im 40 minut . Wszyscy ocaleli.Autobus lini 248. Godzina 20.20: „Jak to mało potrzeba aby być szczęśliwym - chleb z serem,dres,ciepły autbus”
Wrócili . Wróciliśmy
Podziękowania dla składu:
Krzyśka - za pomysł na lokalizację , za najlepszy wynik dnia oraz za to że teraz suszy moją linę w swoim mieszkaniu :D :D
Mateusza - za wielką akcję ratowniczą i poświęcenia w jej trakcie. O! i za podarowany plaster sera żółtego- do moich suchych kanapek :(

Część II
Entuzjazm do pisania długich relacji chwilowo opadł :(
Ale napisze kilka zdań .....dla faktu że było :)
26.04.2008
Wychodzimy koło 11 ze schroniska pod Muflonem. Nieco odpoczęliśmy. Pogoda nadal nie zachwycała . Ale nie padało. Zeszliśmy do Dusznik Zdroju. Teraz trasa przez Kozią Halę do Zieleńca. Zdobywamy szczyt Orlicę. Schodzimy na dół. Idziemy do kościoła. Jesteśmy w schronisku PTTK w Zieleńcu. Dzisiejszy dzień był łagodny, bez zmęczenie praktycznie 15km :) Wcześnie kładziemy się spać.
Dzień III
Rozdzielamy się z Wiktorem. Ja idę na Velką Destinę – najwyższy szczyt gór Orlickich położony już w Czechach. Wiktor idze krótszą trasą do Bystrzycy Kłodzkiej. Pogoda jest piękna ! Nareszcie mogę podziwiać widoki tych Gór. Koło godziny 8 zdobywam szczyt , schodzę z powrotem do Polski. Przechodzę szlakami przez Góry Bystrzyckie. O Godzinie 15.00 jestem w Bystrzycy Kłodzkiej. Wiktor już tam jest I ogląda muzeum ognia , które tak bardzo chciał zwiedzić. Okazuje się że po drodze miał przygodę I pomylił trasę , zabłądził delikatnie , tak iż w końcu do Bystrzycy został podwieziony samochodem :) :) . Ale cel swój osiągnął, zdążył obejrzeć muzeum. Mój cel też został osiągnięty. Trasa zrobiona :) Wracamy pociągiem do Wrocławia. Tam mamy 3 godziny czasu, podczas których zwiedzamy centrum Wrocławia. Rynek , wyspy na Odrze , Ostrów Tomski?? Tak to się nazywa chyba . Tata przypominał mi przez telefon o swoim mieście , opowiedział co mamy zobaczyć , bo przecież to Jego ukochane miasto z czasów studenckich. O 23 wsiadamy w pociąg do Krakowa. 3.30 jesteśmy w Krakowie . Wyprawa UDANA !!
Dzięki Wiktor za towarzystwo ! Podziękowania dla spotkanych ludzi , za pomoc I życzliwość. Dla koleżanek z Wrocławia , dla Opowiadacza z autobusu , dla innych :)
Relacja z wyprawy w Góry Stołowe część I
“Przygoda,przygoda każdej chwili szkoda”
Plan był taki : Jedziemy gdzieś w góry, gdzie nie byliśmy jeszcze. Ustaliło się że Stołowe, I Orlickie I do Bystrzycy przez Bystrzyckie ! Przygotowania poczynione , są noclegi , wstępne zarysy tras . Ale wiadomo ...że w drodze się wiele rzeczy może pozmieniać
Ekipa: Wiktor.J – jako podróżnik już zaprawiony w wyprawach.Takie oparcie całej wyprawy.
I ja – jako ...ja. Entuzjazm . Jadę w góry przecież !! :)
Dzień I
15.00Zbiórka, kupujemy bilety na pociąg , czekam na Wiktora
I teraz tylko oby pociąg był na czas .... bo na przesiadkę we Wrocławiu jest tylko 20 minut. Jest nadjeżdża punktualnie!
17 Wyjazd z Krakowa.Wsiadamy. Gdzie? > Pierwszy wagon, zbyt tłoczno, to do tyłu.
Wagon 3. Przedział pierwszy od drzwi , wsiadamy, towarzystwo trzech kobiet. Zapowiada się więc spokojna podróż. Pierwsza pani wysiada w Katowicach. Wiktor Śpi . Jedna z dziewcząt zgodziła się zrobić nam zdjęcie. Tzn. Wiktorowi jak śpi i mi :)
OOOooo I proszę ! Zawiązuje się rozmowa :) Poznajemy Kasię i Monikę . Jadą też do Wrocławia .
Podróż mija wyjątkowo szybko i wesoło . Rozmawiamy o studiach , tańcu ,awf'ie , w końcu zaczynamy coś nieśmiało śpiewać w przedziale. Koleżanki są bardzo sympatyczne , a że rówieśniczki nasze to już w ogóle ;)
19.50Jesteśmy we Wrocławiu. Dziewczyny wskazują nam dworzec PKS , ruszamy w dalszą drogę ! Tu przesiadka w mniej komfortowy środek transportu. Oczekiwałem jakiegoś wygodnego autobusu ....tymczasem na peron wtacza się jakiś stary bus <> Kierowca sprawia miłe wrażenie i zaprasza do środka , nie przeszkadzają mu nawet nasze wielkie plecaki . Zasiadamy na ostatnich dwóch wolnych miejscach. I też kogoś poznajemy ! Wprawdzie nie już tak miłe towarzystwo jak Wrocławianki. Między nami siedzi na pozór typowy staruszek , koło 60 lat , z kulą , wygląda na schorowanego. Po chwili zawiązuje się rozmowa. Ten staruszek okazuje się „przepomponem” ;) !! Czyli przegościem !! Opowiada nam historie jak to żył , kim to on był , gdy był młody !! I tak żeby nie rozpisywać : wspinacz , ratownik WOPRu , płetwo nuerk , skoczek spadochronowy , a gdy opowiada historie jak wyciągnął z zarośli przybrzeżnych rękę trupa , lub gdy skacząc ze spadochronu trafił w betonową płytę i skręcił kręgosłup..... to ja już w ogóle , no szacunek dla człowieka , że dużo przeżył ! Stracił zdrowie , miał jeszcze wypadek samochodowy. Podróż szybko mija ! 100 km opowieści . Tzn Wiktor nie za bardzo w to wierzy ...ale ja chyba wierze.
22.10 Docieramy do Kudowej Zdroju. Odnajdujemy nasz hotel! W każdym razie jest ciepła woda! Poczyniamy ostatnie plany na następny dzień ! Godzina 23.15 kładziemy się spać.Szykuje się ciekawy dzień
Plan aby wstać przed 6.
Dzień II
Istotnie udaje się nam wstać o 6 ! Po pierwsze spojrzenie za okno- jaka pogoda , bo jeszcze wczorajszego dnia to budziło nasz niepokój , ale wygląda nie najgorzej, może nie będzie padać :) Idę do sklepu po chleby, świeże poranne powietrze, słoneczko ! Jest entuzjazm !
Śniadanie, pakujemy się I w drogę.
Wyruszamy o 7.30 . Wpierw do centrum Kudowej Zdroju , wchodzimy do pijalni wód , tu próbujemy lokalnych smakołyków ! Tak, niewątpliwie jak się czyta sam skład tych wód to człowiek się już robi zdrowszy. Tyle tych kationów I anionów że , w samych labolatoriach chemicznych ciężko by znaleść :) Wypijamy spore ilości mineralnej. Kasjerka jest zadowolona z naszej obecności ! W końcu jesteśmy pierwszymi klientami w tym dniu !
Wyruszamy zielonym szlakiem do Czermnej , tam odnajdujemy słynną kaplicę czaszek. Niestety jest zamknięta. Widzimy tylko kilka czaszek przez szybkę, a ponoć jest tam kila tysięcy szkieletów!
Po kilkunastu minutach szlak wprowadza nas w końcu w prawdziwe góry! Spotykamy pierwsze formy skaliste.Skałki prawie jak z filmów o boulderingu ! Nie oczekiwałem że Park Gór Stołowych wygląda w ten sposób. Bardzo miłe zaskoczenie. Przymierzam się delikatnie do jednego boulderu. Z mizernym skutkiem ;) . Idąc dalej spotykamy sarny na naszej drodze. Idziemy dalej.Skałki się rozrastają ! Tak , to znak że jesteśmy przy Błędnych Skałach. Kupujemy bilet I wchodzimy w tę atrakcę którą przewodniki określają jako jedno z najciekawszych miejsc. I rzeczywiście przepiękna sprawa! Szczeliny, przeciskanie się w wąskich korytarzach, załamania skał, prawdziwy labirynt skalny. Przez moje gapiostwo omało co nie gubię noża, który wypadł mi jeszcze przy wejściu do labiryntu. Na szczęście ktoś go znajduje I mi zwraca. Nerwy, bo ten nóż jest fantastyczny, gdybym go stracił.....
12.00wychodzimy, ruszamy szlakiem w kierunku Fortu Karola . Pogoda się psuje I zaczyna lekko kropić, ale tylko na chwilkę. Robimy przerwę na drugie śniadanie . Podziwiamy stary las , częściowo zniszczony. Kwaśne deszcze? A może choroby drzew ?
O 13.05 jesteśmy przy Forcie. Z tąd roztacza się widok na Szczeliniec , jest tu też całe mnóstwo skałek. I tym razem, próbuję na nich swoich sił dokonując nie do końca spektakularnego wejścia na resztki muru Fortu Karola.
Przechodzimy przez wieś Karłów , wpadamy do sklpu po Jogurciki I soczki. Dawno nie jadłem tak dobrego jogurtu. Podejście na Szczeliniec okazało się nie najkrótsze , gdyż wybrałem dłuższy wariant , który ponoć miał być dużo ciekawszy . Był co najwyżej inny. Przed decydującym podejściem rozbieram polar( ważna rzecz ;) . Tak , chwila ostrzejszego podejścia I zdobyliśmy górę :P Godzina 14.50 . Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę , jednak największą uwagę przyciągają spękane ściany piaskowców tworzące imponujące szczeliny I rozpadliska. Nagle Wiktor spostrzega coś strasznego ! “Władek , gdzie Ty masz okulary ! Miałeś je przecież cały czas na głowie” Ups ..... to ten polar na dole. Spadły pewnie jak go zdejmowałem . A tu pragnę dodać że chodzi o me ulubione już okulary , nie ma co, bardzo pamiątkowe I w ogóle ...... Bez zastanowienia zostawiam wszystko pod opieką Wiktora I zbiegam pośpiesznie w dół . Przeszukuję cały obszar . Nie ma :( Co za głupota ! Trzeba być ...... żeby zgubić okulary ! Wracam pochmórny na górę . Aż tu pewna złota myśl ! Wiem gdzie są okulary ! No przecież ! Jak się wspinałem na Forcie Karola to je zdejmowałem ! Tak są tam na pewno ....... 1,5 h drogi za nami .... Szybka decyzja , rozdzielamy się z Wiktorem , niech on idzie naszą planowaną trasę , ja wracam , może jeszcze tam są . W drodze powrotnej przechodzę przez labirynt Szczelińca , niestety nie zwracam na niego tyle uwagi na ile zasługuje .... zbytnio się spieszę , jeszcze tylko rzut okiem na panoramy z dwóch punktów widokowych . Odnajduję w ścianach jakieś drogi wspinaczkowe . Chciałbym tu kiedyś wrócić. Na wspin. Tymczasem udaję się w drogę powrotną dla wzmocnienia w tym samym sklepie kupuję kolejny jogurt, spotykanych ludzi pytam o okulary . Bo może jednak .....może coś wiedzą. Pewien Czech coś mówi o jakimś człowieku , coś o okularach . Nie za bardzo go rozumie. Kolejna kobieta już rozwiewa tajemnicę. To przede mną idzie Wiktor I tak samo wypytuje o moje okulary . Nie zostawił mnie ! Idzie tą samą trasą :) I teraz...... 16.50 , metry dzielą mnie od Fortu . Jest Wiktor ! Ma coś na głowie ! Są okulary ! Dziękuje Boże ! Ustalamy nową trasę , myślę o szlaku niebieskim , bo najbliżej do celu . Tylko 4h . Ale Wiktor wybiera żółty 5,5h do Dusznik ale za to prowadzi przez torfowisko I Skalne Grzyby. Zgadzam się. Zapowiada się na burzę. Ale I tak już wystarczy szczęścia na dziś. Przecież znów tyle rzeczy mi się udało! A niech nas zleje. O 17.10 wyruszmy z Karola , mija kwadrans , ulewa. Zarzucamy pelerynki I dawaj dalej. Gdy przechodzimy w pobliżu Białych Skał zaczyna się gradobicie , potem znów tylko deszcz. Nie za bardzo jest okazja do podziwiania gór . Ale to też jest piękne ! Czuć zapach lasu , czuć te góry. Fantastyczne. Mijamy torfowisko którego nie ma , wchodzimy na ścieżkę przyrodniczą Niknącej Łąki, jest to chyba jedyne w tym parku tak dobrze zachowane torfowisko.O 19 docieramy do Skalnych Grzybów, istne grzyby z kamienia , nie ma co warto było zobaczyć. Pociesza nas fakt że na słupach kierunkowych do Dusznik jest opisane jako tylko 4,5h drogi ! Dotrzemy w nocy . O 20.30 zapalamy czołówki , dochodzimy do wsi Batorów. To miał być już koniec trudności. Deszcz ustał zupełnie . Wchodzimy znowu w las. Jakiś kościół na wzgórzu, rozdwojenie dróg , ale nie widać szlaku. Metoda: Wiktor w lewo ja w prawo , jak ktoś znajdzie to krzyczy. Nikt nie znalazł :/ Okazuje się że szlak skręcał tuż za kościółkiem. Tracimy 10 minut. Nie mija kolejne 10 minut jak sytuacja się powtarza , znów w dziwnych okolicznościach gubimy szlak :/ W końcu udaje się dotrzeć na skraj jakiegoś urwiska . W oddali widać światła Dusznik. Zaczyna jednak padać deszcz. Posilamy się czekoladą I w drogę. Szlak wychodzi na pola.Podążamy za koleinami . Jakiś dom stoi . Nie ma szlaku ! Znów . Po pewnym czasie znajdujemy z Wiktorem wspólny język I ustalamy dokąd się mamy udać aby znaleść szlak . Nie jest łatwo , ale się udaje. To był dobry plan ! Staramy się iść najdokładniej jak tylko mapa wskazuje. Szlak wzdłuż potoczku , wzdłuż potoczku . Deszcz się wzmaga, pora coraz późniejsza. Gubimy szlak :( Wiktor chce go szukać , decyduję że zrobimy inaczej I pójdziemy po prostu wzdłuż potoczku. W pewnym momencie w lesie spostrzegam wielkie świecące oczy, inne niż te wcześniej , to nie sarenka . Ale pewnie Jeleń , duży Jeleń . No tak na pewno ! Nie ma co ! Już go nie widać, sprawdzam jednak odruchowo czy nóż jest na swoim miejscu. Udaje się nam dotrzeć do jakiejś drogi. Jesteśmy przemoknięci. Jakoś nie specjalnie mamy ochotę wchodzić w następną polankę , tak za szlakiem- kulturalnie. Jest przecież jakaś droga asfaltowa. Jedzie samochód, machamy, mija nas. Jest następny, młodzi ludzie mówią nam o jakimś moście. Tak to pewnie ten co go tu niedaleko na mapie widać .... jest dobrze! Idziemy chyba z kilometr, mostu nie ma . Ale już wiem o co chodzi! Jesteśmy w innym miejscu na mapie ! Trochę wcześniej ....to się zagalopowaliśmy, aż ciekawe że ten szlak rzeczywiście szedł przy tym potoczku wcześniej :P W każdym razie nadkładamy z 2km . Teraz już jest ładna droga asfaltowa , deszcz ustaje. Jednyne co to zmęczenie ....spotykamy jeszcze po drodze grupkę lokalsów którzy zarzucają nam wpierw kradzież słupków przydrożnych , a po chwili jednak zapraszają na kielona. Nie wyglądają zbyt przyjaźnie , z drugiej strony spieszy się nam przecież więc nie mamy zamiaru skorzystać :D
Tak ,udaje się nam ich lekko wymanewrować I czym prędzej się od nich oddalamy. 23.30 docieramy do Dusznik, odwiedziny sklep 24h , zakupy ....czyli chleby I mineralka , na jogurcik już za późno. Teraz podejście do schroniska pod Muflonem.
O godzinie 00.20 meldujemy się na miejscu! Tam tymczasem trwa impreza w najlepsze. Studenci socjologi rozkręcają zabawę ! Udajemy się do pokoju . Standard uboższy niż noc wcześniej. Ale za to cena ! Studencka – 14 zł . Oglądam nogi ... nie najlepiej . Zrobiliśmy prawie 50 km. Jak Bergson :PP . Tuż przed snem udaję się jeszcze na korytarz , I tu jakie zaskoczenie ! Spotykam znajome twarze .... to klasa 2 z mojego wspaniałego liceum wybrała się tu na wycieczkę ! Jest też moja pani egzaminator z zeszłorocznej matury ;) Zamieniamy kilka zdań , wspominamy to I tamto.
Bo I ja kiedyś z tą panią byłem na wycieczce. Pamiętne czasy Londynu. Rozmawiamy jeszcze kilkanaście minut z dziewczynami, poznajemy studentów Socjologi . Tzn pomagamy im wrócić do pokojów ;) Dziewczyny godzą się przyjąć na kaloryfery w swoich pokojach część naszej mokrej odzieży. Teraz czas do spania ! W końcu ! Godzina 3 , powiedzmy. Sen :)
