sobota, 8 października 2011

Alpin Sport Tatrzański Bieg pod Górę a.d 2011

Krótko i o sporcie piasane dla Ciebie
Dziś 8go października odbył się 4 Bieg na Kasprowy Alpin Sport
Wystartowałem. Cieszyło mnie to że wśród wespół startujących znaleźli się zarówno moi przyjaciele z firmy: Kasia Strama, Zosia Strama jak i tak dobrzy znajomi Andrzej Michalski i Olaf Wożniak. Nie byłem za dobrze przygotowany do startu, nie trenowałem intensywnie, ale bardzo chciałem pobiec.
Jakbyś rozmawiała ze mną jeszcze przed wakacjami powiedział bym Ci że chcę pobiec poniżej godziny na szczyt ( rekord trasy z 2010r Maćka Bierczaka wynosi 51' 11''), na początku września myślałem już tylko że pobiegnę poniżej 1h 10' a co myślałem przed startem? Mój najlepszy wynik z 2008r wynosił 1h 13' 02'' , w tym roku podczas niestety tylko JEDEGO z DWÓCH treningów jaki odbyłem na Kasprowy udało mi się osiągnąć rezultat 1h 11' 30'' . Jeszcze dziś przed startem liczyłem na lepszy niż ten wynik. Godzina i dziesięć minut chodziła mi po głowie. A wiedz, kilka tygodni temu zaopatrzyłem się w taki zegarko-licznik co to miał mi mówić czy biegnę szybciej czy wolniej niż ja sam. Taki własny trener na-ręczny. Super urządzenie. Liczyłem że z takim wsparciem to musi się udać.
To ja - tuż przy wierzchołku. Ale zdjęcie z zawodów na Kasprowy w 2008r 

Wczoraj okazało się ze spadło dużo śniegu. Pierwszy śnieg na Podhalu tej zimy(jesieni), i to akurat w przed dzień Biegu. Aha! Jak co roku, tak i w tym ... pogoda musiała platać figle( chociaż tu nie jestem pewien, bo być może rok temu było ładnie - nie wiem nie startowałem). Niemniej jednak śnieg spowił świat dzisiejszego poranka, i już ... może nie od startu ale od Kuźnic, po niecałych dwóch kilometrach w nogach, towarzyszył biegaczowi do szczytu. Wystartowałem. Z początku, im podbiegałem wyżej w stronę Kasprowego tym bardziej wierzyłem w wynik 1h 10' jako realny , mój zegarko-licznik pokazywał mi że jestem na "+" i to coraz więcej. Gdy zbliżałem się do Myślenickich Turni (a to już było po czwartym kilometrze - czyli za połową biegu) przeważałem nad sobą samym o blisko minuta trzydzieści. Więc, więc, sekundy jeszcze i by było .... godzinka dzieeesięć. Ale.... Moja droga, biegi górskie,jak być może wiesz ...to dyscyplina w której czas jest względny. I jak można zyskać szybko, tak stracić jeszcze szybciej, bo przecież tylko w Górach, biegnąc pod ostre ścianki, musimy zwolnić tempo niespodziewanie, po chwili aż przechodząc w marsz.A czas płynie bezwzględnie. Siły też czasem "nagle" błyskawicznie opadają. Tak było i ze mną, mój "+" z zapasu jaki miałem zaczął znikać.Byliśmy już dawno ponad piętrem lasu. Zawodnicy mnie poprzedzający wydeptali jedną ścieżkę poprzez te śniegi, ciężko było wyprzedzać. A mówiąc szczerze, gdy się już zabrałem za wyprzedzanie, opuściwszy "bezpieczne" śnieżne wybite klepisko, wbiegłem w puszek, przyspieszyłem robiąc manewr, potykając sie przy tym na osłoniętych białą pierzynką kamieniach i w końcu wróciłem na trakt przed wyprzedzanego zawodnika..... każdorazowo byłem bez sił. Wyprzedzanie dziś było tym, co męczyło najbardziej. Powiem tak, większość drogi od Myślenickich Turni pokonywaliśmy już z innymi zawodnikami niczym barany idące jeden za drugim na pastwisko. Nikt nikogo nie mógł wyprzedzać, a jeszcze się przecież ślizgaliśmy nie mało po śniegu.

W końcu jest wierzchołek Kasprowego, i dzwon! Bo biegnie się "do dzwona". Ostatnie 500metrów (ładnie opisane za pomącą karteczek informacyjnych na trasie) było najgorsze. Nawet lekka zadyka śnieżna muskała nas w odsłonięte części ciał, i chłodziła spocone koszulki, i zatykała nozdrze też.Metry mijały wyjątkowo wolno. Już nikogo nie wyprzedzałem idąc potulnie na szczyt. A czas płynął.
I co? W końcu meta. Jest wynik 1h 13' 34'' . Wynik jest czy nie "wynik"? Tak, jestem lekko zawiedziony. Ale tak leciutko. Bo chciałem "połamać" godzinkę-dziesięć i się nie udało.Ale nie tym się trzeba przejmować przecież. Moi przyjaciele rówież pokończyli bieg w dobrych-ich-czasach i spotkaliśmy się na wierzchołku. Gratulowaliśmy sobie. Jeszcze przyjechali na szczyt ciocia Zostia z Maćkiem Cukrem i Anielką Stramą. Były ich dzieci. To było ważne - spotkać sobie bliskich ludzi, spędzić czas aktywnie na powietrzu.
to był podwód do radości.
Prawda - miejsce i czas są dla mnie bardzo ważne. Ale przecież będzie na to jeszcze okoliczność -jak tylko Bóg zdrowie zachowa, i będę miał w sobie dość silnej woli do treningu. Póki co jednak cieszę się ... spędziłem aktywny, piękny dzień. Moja droga ... chwytaj dzień i szanuj dzień który życie Ci daje, bo każdy z nich jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Prawda stara jak świat, ale może nie zaszkodziło ją przypomnieć na koniec ....

http://www.alpinsport.pl/bieg/index.php