wtorek, 21 lipca 2009

Grossglockner 3798 część I


Część I

Grossglockner 3798

Gdy spokojnie siedzisz i patrzysz w niebo , widzisz błękit ponad oczyma
Gdy obrócisz głową , spojrzysz za siebie widzisz świat wirujący wokół
Ta energia , ten wir nie pozwala siedzieć bezczynnie w miejscu i patrzeć
i nie błękit , nie spokój - ale przygoda , ta właśnie napędza
i Miłość do Gór, w których mnie Boże stworzyłeś

Historia życia , największa - myślę że powiedzieć nie mogę , jedna całość , jedno życie
Ale wydarzenia , są wielkie i małe . Gross - znaczy duży. Jedne z najpiękniejszych dni , bliskie temu co kocham , i bliskie Ojca .

SAKWA nasza wspaniała , klub nasz Górski AGH-owski , to u nich się zaczęło . Byli ludzie z ideą i pomysłem, cele były różne . Chcemy jechać w Góry Wysokie. SAKWA żyje , kiedy ludzie tworzą pomysły. Ten to chyba pierwsze od Maja słyszałem , z jeszcze większą siła mówił Coffe , czy słuchałem już tego ? Czy wtedy jeszcze tylko słyszałem to co mówili ?
Mijał czas , ostatnie zebranie w klubu 2008/2009 coraz głośniej , burzył już temat Grossglocknera
Po spotkaniu rozmowa z Coffem. -”Jedziecie?” , „Tak jedziemy” „Kawa , wiesz co , pamiętaj o mnie, ja tam chcę być”
Właśnie Mateusz był tą siłą napędową wyjazdu , niczym te jego wspaniałe elektrownie z Jaworzna produkujące prąd, tak Kawa tworzył wyjazd. Załatwiał ludzi , konkretyzował plany , mówił co i jak , on jeszcze na kilka dni przed wyjazdem telefonował że nie jedziemy , że nie ma samochodu .A następnie po kilku godzinach radośnie oświadczał że znalazł coś !! To jest gość , szef wyjazdu , bez dwóch zdań

Środa 8.07.2009r
Wczesne godziny poranne . Podjeżdżam moją „zieloną błyskawicą” pod Nosal . Wizyta u szefowej, załatwiona przez telefon. -”Kasiu, mam prośbę , czy dała byś mi kilka dni urlopu, Grossglockner......” I pomimo że niejako dzień wcześniej z „urlopu” wróciłem . Tak moja szefowa się zgodziła. Bardzo prosto , bez żadnych problemów , ale od tej decyzji wiele zależało , naprawdę!! Tak więc po pierwsze podziękowania już na samym początku dla firmy STRAMA , za ten urlop , i tym samym za furtkę ku realizacji marzeń :)

Poniedziałek 13.07.2009r
Od rana czuć coś w powietrzu . Śpię niespokojnie . Rano zrywam się z łóżka . Głowa do góry - okno - Giewont . Jest słońce :) . Laptop - kamera internetowa Kals am Grossglockner - jest mało chmur . Serce od rana bije dwa razy szybciej !! Tak, to dziś wyjazd
Matuś od rana kręci się po kuchni ,ponagla mnie w przygotowaniach, co chwilę słyszę tylko pytania „A może jeszcze by tak jedną kanapeczkę , a czy wolisz dwie z szynką , czy może z sałatką i serem” Tak, to cała Mama , o wszystko chcę zadbać , a nawet jeszcze ponad to !! „-Mamo , jak wolisz , ale wiesz że Ty będziesz tam ze mną na ten szczyt wchodzić, cały czas w mej głowie”
Pora na zakupy, wyjazd do Zakopanego . Biedronka - niskie ceny; konserwy,ciasteczka,tuńczyk w puszce, czekoladka . Odwiedziny u pana Tadka w Extreme-Sporcie , w HighMountainie ostatnie rzeczy , nasadki na kijki ,okulary lodowcowe. OK . Mam wszystko .
Jest 15.30 Skontaktowałem się z Grześkiem , naszym szoferem, darczyńcą samochodu i uczestnikiem wyprawy. „- O której jedziemy?” „-17.00 Nowy Targ dworzec” „-Czym” „-AlfaRomeo 156”
ooook , będzie Luxusowo :D :D
15.55 - plecak się nie zamyka , śpiwór na zewnątrz , jedzenie jeszcze nie włożone , buty w reklamówce podwiązane trokami do plecaka , karabinki stabilizujące wszystko , kijki , czekan , kask do tego . Ehhhh dramat !! Chyba z 30 kilo wagi , 40 litrowy plecak - nie do końca dobry pomysł, ale .... już spakowany to dajemy . Lecz wpierw niezdarnie , z mozołem , na plecy
-O kurka !! Tego się nie da nieść, I z tym mam wyjść na 2800?? Niemożliwe!!
Jednak już po kilku krokach wraca wiara . -Może nie jest tak źle ??. W końcu po schodach już z nim zszedłem :)
16.05 Kuba Karpiel dzwoni. „-Benos , przecież miałeś być pod piekarnią 10 minut temu, jak Ty chcesz zdążyć w NT na 17.00” „-Dobra,dobra , już jadę”
Wyjazd urasta do sprawy ogólnorodzinnej ! Tu chyba wszyscy za mnie mocno kciuki trzymają i pomagają jak mogą!!
Jakub pomaga mi wrzucić plecak do swojego Fiata Pandy, odwiedzamy stację Łukoil , przekonuje Kubę że ma ostatnią szansę jeszcze jechać z nami , że jak się szybko spakuję to zdąży......
Niestety bez skutecznie . W NT jesteśmy na czas , wypakunek , krótkie spojrzenie, wymiana uścisków. „-Powodzenia”

17.00 Jest Grzesiek , to co widzę mnie przeraża !! Auto sportowe na Maxa , z tyłu spoiler . Niskie to i małe ..... o łeeee!! I ma tu być 5 osób wraz ze sprzętem ? Niemożliwe . Pojedziemy tam tą Alfa Romeo ale chyba z przyczepką !!
Póki co jednak nie zdradzając swych obaw, witam się z Grześkiem , plecak ląduje na tylnym siedzeniu. Ruszamy do Krakowa. Droga mija niezwykle szybko, rozmowy o Górach, o sporcie , o bieganiu, wspinaniu.
Nim się orientuję jesteśmy w Krk na Prokocimiu. Wsiada kuzyn Grześka - Mariusz . Jeszcze tylko wpadamy do niego na mieszkanie. Chłopaki przepakowują plecaki, a właściwie dopiero zaczynają je pakować. Jedna rzecz, druga, trzecia , dziesiąta ...... Ojjj Niewierze żeby wszystko wzięli co trzeba , za szybko to coś , będą jaja!! Póki co jednak udaje się nam trzy plecaki władować już do bagażnika. Zdziwiony jestem widząc jak Grzesiek sprytnie układa to w bagażniku . Niby to i Sedan , ale kto by pomyślał .....aż tu naglę pod akademikiem Olimp kolejne cuda. W bagażniku jest 5 wielkich ponad 40litrowych plecaków , kilkanaście wydawałoby się kijków , czekany, i kto wie co jeszcze !! Jak to się zmieściło ...to już bardziej brutalna historia . Trzeba było to Majem upychać :)
Ekipa w komplecie. Kierowcy Grzesiek i Mariusz . A my ? Tylne siedzenie , jak sardynki , aaale ......ale za to jedziemy na Grossa!!

14.07.2008
Noc była ciężka , nawet bardzo . Gdy po przebudzeniu gdzieś na autostradzie na Słowacji zacząłem śpiewać piosenki wszyscy myśleli że to już koniec !! Ponoć nawet lepsze byłe te dziury w Zwardoniu i niekończące się zwężenia , pasy 3 kilometrowe autostrad kończące się w szczerym polu jakie spotykaliśmy przy granicy ze Słowacją . Tak mówią chłopaki ....eeeeee , ale ja w to nie wierzę ! Nie ma to jak dobry śpiew nad ranem. Kawa już narzeka na brak kominów z Jaworzna , Maju coś tam klnie pod nosem , kierowcy wymyślają „skróty” przez Wr.Neustad . To jest to !!
Jest podróż . Około 5.40 wysiadamy na parkingu w pod Graz'em , ojjj ale przykry widok . I to mają być przyszli zdobywcy ? Chłopy - wyglądamy masakryczne !!
Kilka godzin później na stacji benzynowej niedaleko miejscowości Spittel czyli po prostu przeżywam pierwszy ..... kontakt z językiem niemieckim . Ahh jak to dobrze zaczerpnąć świeżego słownictwa niemieckiego...rodem z podstawówki . Kończy się to na Guten Morgen Wer ist ...... yyyy So , Where is WC ?? Please tell me . Stanowczo .... English English , niemiecki w wyjątkowych sytuacjach :)
9.30 Znajdujemy się ..... w Alpach . Wysokie Taury . Kilkanaście minut temu przekroczyliśmy szlaban na Glockner Strasse . Dolina Kals zostaję pod nami , AlfaRomeo ugina się na zakrętach , bagażnik dochodzi do nadkoli. Kierowcy - dają radę, niczym w tym dowcipie o Familiadzie ;)
W radiu znów gra ta sama piosenka Techno ...całą noc , całą noc techno . Ale nie narzekam , gdzie by tam !! Żebyś sobie Grzesiek nie pomyślał , że mi się nie podobało :P

Ale wracając......parking Lucknerhaus 1918 m.n.p.m Oooo to my już przecież na Giewoncie jesteśmy wysokością !! Nie ma to jak wysoki start :PP Jak dobrze rozprostować nogi , woda, powietrze , i tam .... w oddali , piramida, ostra, kanciasta, płaty śniegu , lodowiec
Tak !! To jest Grossglockner - najwyższy szczyt Austri. I czy my tam będziemy ? Wtedy takie pytania też krążą po głowie .... czy puści ? Pogoda , zmęczenie , może sprzęt , a może choroba ?
Tyle niewiadomych......ale cel jeden . Wejść na szczyt

10.30 kończymy malowanki po twarzy kremem z filtrem 40 UV , jeszcze łyczek wody , cukierek do ust ....ha !! i super zdjęcie eksploratorów !! musi być !! a jak że by inaczej !! Maju coś tam klnie pod nosem . Maju to Maju ...phhhhh
Idziemy w górę , pierwsze kroki , plecak waży dużo .... kask rytmicznie odbija się od klapy, czekan czasem zazgrzypi. Była jeszcze powrótka do auta ... po soczewki kontaktowe i po płyn do nich .... jakby to powiedzieć „Soczewki Hu***” (pamiątka z Juwenaliów Krakowskich) . Widzimy 2,5 km krowy o których informowały nas znaki przydrożne . Z notatnika wynika że o 10.40....pierwsza 2,5km przekroczyła nam drogę !! Eż te krowy , a nie mówiłem?
Ale cóż to , wyścig jakiś? Tatrzański Bieg pod Górę ? Wszyscy podkręcają tempa , uffff , ale grzeją pod górę . Upał z nieba , kurz na ziemi . Chłopy przyspieszają ..... idę pierwszy :PP
Są tuż za mną ..... nie nie .... to jeszcze szybciej .

11.30
Schronisko 2234 m.n.p.m. Bez sił, mokro mi , pot wszędzie . Krem spłynął po twarzy , oczy pieką od soli , biała maź spływa po rękach. Patrzymy po sobie ..... źle , źle wyglądamy . Ale o co chodzi ?? Kto narzucił takie tępo ? „-Maju !!” To moje zdanie , on pierwszy ruszył .... „-Ale to Ty grzałeś do przodu jak szalony” .....mówią inni..... no prawda ...ale mówiłem Wam, że jak coś to pójdę do przodu i będę robił zdjęcia .....
W każdym razi się niezrozumieliśmy. Po niespełna godzinie marszu zrobiliśmy jedną trzecią wysokości ... i jesteśmy wypruci do reszty . No mówi się trudno.... i idzie dalej :PP
Teraz już w swoim tempie , mijamy kaskady rzeczki dol. Kodnitztal , wspinamy się po morenie . Spotykamy Austriaków , Gruss Gott - (pochwalony Jezus Chrystus) w wolnym tłumaczeniu ....daje się słyszeć co chwilę . Stary Tyrolski zwyczaj .... Alpy Austriackie to inna kultura, to inni ludzie . Szacunek dla miejsca, brak śmieci , brak koszy na śmieci , wszystko ze sobą . Przyroda bez zmian ...kiedyś w prawdzie zlikwidowano wszelkie niedźwiedzie i wilki ....ale przynajmniej jak dla nas to ideał !! Kultura pełna. I tylko Maju coś tam klnie pod nosem ;)

13.10 druga przerwa i zarazem pierwszy tuńczyk pada moją ofiarą !! Smak nieporównywalny , ale jeszcze nie kulminacyjny ;) Zdjęcia , pogaduszki z Niemcami . Wkońcu wyłania się cała czwóreczka .....zarzucają mi alienowanie się od teamu , że za szybko. Hmmmm

W górę pną się stromo zakosy ścieżki , widać płaty lodu porzechodzone przez turystów, wodospady spływają co kilkaset metrów. Czeka nas jeszcze z jakieś dwie godziny marszu . Po raz kolejny utwierdzamy się w przekonaniu że do Studlhutte na 2802 to jeszcze kawał drogi ....
Tymczasem Kawa, Klusek(Mariusz) i Grzesiek wyszli na kilkaset metrów do przodu. Hmmm lustruję wzrokiem zakosy, płaty śnieżne ....nie ma ich ??
Jakaś buda po lewej , stacja przeładunkowa kolejki do Studl'a , tablica koło niej
A .... popatrzę co piszą. Hmmmmm :/ Hmmmmm :/
To Studlhutte ......eeeee za szybko beznadzieja . W tym momencie czuje się na nie do końca napompowany balon..... już moje myśli byłe za kolejnymi zakosami .....dlaczego ?? dlaczego to już tu ?
Po kilku minutach dochodzi Maju

Godzina 13.30 jest cały skład !! Studl stoi przed nami . Wraz z Kawa wyruszam na misję specjalną
Zameldować nas , recepcja pani Silwana , elegancka Tyrolka wita nas uśmiechem i wypytuję o pobyt . „-Ja Ja Richtig Richtig Schon , Ja Ja , Das ist klar” Po kilkuminutowej wymianie zdań wiemy na czym stoimy .....bez legitymacji taternickich nie ma zniżek . A więc po 20Euro za noc ..... no tak niby miało być. Zgoda . Zbieramy kasę od chłopaków . Silvana znów się uśmiecha. Coffe chyba już tylko dla dobrego stylu komplementuje po niemiecku panią recepcjonistkę i szczerzy do niej zęby. No .... nie ukrywajmy że i ja staram się być miły :) Daje banknot 100euro . Czy może coś podpisać , wyciągam rękę po długopis......Silvana oddaje 50Euro . Yyyyy , aleeee o cooo chodz..... ciiiiisza , i jutro też do mnie przyjdźcie :) No Kawa !! Załatwiłeś ......

Studllhutte jest piękne !! Czysto , schludnie , prawie jak nowe , żadnych napisów na ścianach , toalety , kapcie wełniane , .... nie wiem .... nie wiem jak zachwalać jeszcze to miejsce......Żeby to u nas tak było , oj żeby to!! Kierowcy, niczym te susły już śpią , Maju narzeka na odciski , w końcu dreptał tu w skorupach!! Skarpy na -20stopni ..... teraz się za to przegrzał . Szybciutki posiłek. Woda ....z pluszem !! No a jak , i jeszcze inne pastylki. Jest iście styl alpejski . Podczas jedne z rozmów pada nasz ulubiony tekst wyjazdu. Chłopy słysząc o moich planach na jutro , o sprzęcie , o ekwipunku , o stylu oblegania góry ..... Ktoś mówi „Ale sprzęt nic nie waży,duża ilość sprzętu - to na pewno nie spadnie, ale za to umrze z głodu” A potem ktoś dorzuca ....”- Władek....za dużo masz energii??, to idź sobie jeszcze raz obiegnij morenę dookoła” ;)

Koniec części I