środa, 30 kwietnia 2008


Relacja z wyprawy w Góry Stołowe część I


“Przygoda,przygoda każdej chwili szkoda”


Plan był taki : Jedziemy gdzieś w góry, gdzie nie byliśmy jeszcze. Ustaliło się że Stołowe, I Orlickie I do Bystrzycy przez Bystrzyckie ! Przygotowania poczynione , są noclegi , wstępne zarysy tras . Ale wiadomo ...że w drodze się wiele rzeczy może pozmieniać



Ekipa: Wiktor.J – jako podróżnik już zaprawiony w wyprawach.Takie oparcie całej wyprawy.

I ja – jako ...ja. Entuzjazm . Jadę w góry przecież !! :)


Dzień I

15.00Zbiórka, kupujemy bilety na pociąg , czekam na Wiktora

I teraz tylko oby pociąg był na czas .... bo na przesiadkę we Wrocławiu jest tylko 20 minut. Jest nadjeżdża punktualnie!

  1. 17 Wyjazd z Krakowa.Wsiadamy. Gdzie? > Pierwszy wagon, zbyt tłoczno, to do tyłu.

Wagon 3. Przedział pierwszy od drzwi , wsiadamy, towarzystwo trzech kobiet. Zapowiada się więc spokojna podróż. Pierwsza pani wysiada w Katowicach. Wiktor Śpi . Jedna z dziewcząt zgodziła się zrobić nam zdjęcie. Tzn. Wiktorowi jak śpi i mi :)

OOOooo I proszę ! Zawiązuje się rozmowa :) Poznajemy Kasię i Monikę . Jadą też do Wrocławia .

Podróż mija wyjątkowo szybko i wesoło . Rozmawiamy o studiach , tańcu ,awf'ie , w końcu zaczynamy coś nieśmiało śpiewać w przedziale. Koleżanki są bardzo sympatyczne , a że rówieśniczki nasze to już w ogóle ;)

19.50Jesteśmy we Wrocławiu. Dziewczyny wskazują nam dworzec PKS , ruszamy w dalszą drogę ! Tu przesiadka w mniej komfortowy środek transportu. Oczekiwałem jakiegoś wygodnego autobusu ....tymczasem na peron wtacza się jakiś stary bus <> Kierowca sprawia miłe wrażenie i zaprasza do środka , nie przeszkadzają mu nawet nasze wielkie plecaki . Zasiadamy na ostatnich dwóch wolnych miejscach. I też kogoś poznajemy ! Wprawdzie nie już tak miłe towarzystwo jak Wrocławianki. Między nami siedzi na pozór typowy staruszek , koło 60 lat , z kulą , wygląda na schorowanego. Po chwili zawiązuje się rozmowa. Ten staruszek okazuje się „przepomponem” ;) !! Czyli przegościem !! Opowiada nam historie jak to żył , kim to on był , gdy był młody !! I tak żeby nie rozpisywać : wspinacz , ratownik WOPRu , płetwo nuerk , skoczek spadochronowy , a gdy opowiada historie jak wyciągnął z zarośli przybrzeżnych rękę trupa , lub gdy skacząc ze spadochronu trafił w betonową płytę i skręcił kręgosłup..... to ja już w ogóle , no szacunek dla człowieka , że dużo przeżył ! Stracił zdrowie , miał jeszcze wypadek samochodowy. Podróż szybko mija ! 100 km opowieści . Tzn Wiktor nie za bardzo w to wierzy ...ale ja chyba wierze.

22.10 Docieramy do Kudowej Zdroju. Odnajdujemy nasz hotel! W każdym razie jest ciepła woda! Poczyniamy ostatnie plany na następny dzień ! Godzina 23.15 kładziemy się spać.Szykuje się ciekawy dzień

Plan aby wstać przed 6.


Dzień II

Istotnie udaje się nam wstać o 6 ! Po pierwsze spojrzenie za okno- jaka pogoda , bo jeszcze wczorajszego dnia to budziło nasz niepokój , ale wygląda nie najgorzej, może nie będzie padać :) Idę do sklepu po chleby, świeże poranne powietrze, słoneczko ! Jest entuzjazm !

Śniadanie, pakujemy się I w drogę.

Wyruszamy o 7.30 . Wpierw do centrum Kudowej Zdroju , wchodzimy do pijalni wód , tu próbujemy lokalnych smakołyków ! Tak, niewątpliwie jak się czyta sam skład tych wód to człowiek się już robi zdrowszy. Tyle tych kationów I anionów że , w samych labolatoriach chemicznych ciężko by znaleść :) Wypijamy spore ilości mineralnej. Kasjerka jest zadowolona z naszej obecności ! W końcu jesteśmy pierwszymi klientami w tym dniu !

Wyruszamy zielonym szlakiem do Czermnej , tam odnajdujemy słynną kaplicę czaszek. Niestety jest zamknięta. Widzimy tylko kilka czaszek przez szybkę, a ponoć jest tam kila tysięcy szkieletów!

Po kilkunastu minutach szlak wprowadza nas w końcu w prawdziwe góry! Spotykamy pierwsze formy skaliste.Skałki prawie jak z filmów o boulderingu ! Nie oczekiwałem że Park Gór Stołowych wygląda w ten sposób. Bardzo miłe zaskoczenie. Przymierzam się delikatnie do jednego boulderu. Z mizernym skutkiem ;) . Idąc dalej spotykamy sarny na naszej drodze. Idziemy dalej.Skałki się rozrastają ! Tak , to znak że jesteśmy przy Błędnych Skałach. Kupujemy bilet I wchodzimy w tę atrakcę którą przewodniki określają jako jedno z najciekawszych miejsc. I rzeczywiście przepiękna sprawa! Szczeliny, przeciskanie się w wąskich korytarzach, załamania skał, prawdziwy labirynt skalny. Przez moje gapiostwo omało co nie gubię noża, który wypadł mi jeszcze przy wejściu do labiryntu. Na szczęście ktoś go znajduje I mi zwraca. Nerwy, bo ten nóż jest fantastyczny, gdybym go stracił.....

12.00wychodzimy, ruszamy szlakiem w kierunku Fortu Karola . Pogoda się psuje I zaczyna lekko kropić, ale tylko na chwilkę. Robimy przerwę na drugie śniadanie . Podziwiamy stary las , częściowo zniszczony. Kwaśne deszcze? A może choroby drzew ?

O 13.05 jesteśmy przy Forcie. Z tąd roztacza się widok na Szczeliniec , jest tu też całe mnóstwo skałek. I tym razem, próbuję na nich swoich sił dokonując nie do końca spektakularnego wejścia na resztki muru Fortu Karola.

Przechodzimy przez wieś Karłów , wpadamy do sklpu po Jogurciki I soczki. Dawno nie jadłem tak dobrego jogurtu. Podejście na Szczeliniec okazało się nie najkrótsze , gdyż wybrałem dłuższy wariant , który ponoć miał być dużo ciekawszy . Był co najwyżej inny. Przed decydującym podejściem rozbieram polar( ważna rzecz ;) . Tak , chwila ostrzejszego podejścia I zdobyliśmy górę :P Godzina 14.50 . Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę , jednak największą uwagę przyciągają spękane ściany piaskowców tworzące imponujące szczeliny I rozpadliska. Nagle Wiktor spostrzega coś strasznego ! “Władek , gdzie Ty masz okulary ! Miałeś je przecież cały czas na głowie” Ups ..... to ten polar na dole. Spadły pewnie jak go zdejmowałem . A tu pragnę dodać że chodzi o me ulubione już okulary , nie ma co, bardzo pamiątkowe I w ogóle ...... Bez zastanowienia zostawiam wszystko pod opieką Wiktora I zbiegam pośpiesznie w dół . Przeszukuję cały obszar . Nie ma :( Co za głupota ! Trzeba być ...... żeby zgubić okulary ! Wracam pochmórny na górę . Aż tu pewna złota myśl ! Wiem gdzie są okulary ! No przecież ! Jak się wspinałem na Forcie Karola to je zdejmowałem ! Tak są tam na pewno ....... 1,5 h drogi za nami .... Szybka decyzja , rozdzielamy się z Wiktorem , niech on idzie naszą planowaną trasę , ja wracam , może jeszcze tam są . W drodze powrotnej przechodzę przez labirynt Szczelińca , niestety nie zwracam na niego tyle uwagi na ile zasługuje .... zbytnio się spieszę , jeszcze tylko rzut okiem na panoramy z dwóch punktów widokowych . Odnajduję w ścianach jakieś drogi wspinaczkowe . Chciałbym tu kiedyś wrócić. Na wspin. Tymczasem udaję się w drogę powrotną dla wzmocnienia w tym samym sklepie kupuję kolejny jogurt, spotykanych ludzi pytam o okulary . Bo może jednak .....może coś wiedzą. Pewien Czech coś mówi o jakimś człowieku , coś o okularach . Nie za bardzo go rozumie. Kolejna kobieta już rozwiewa tajemnicę. To przede mną idzie Wiktor I tak samo wypytuje o moje okulary . Nie zostawił mnie ! Idzie tą samą trasą :) I teraz...... 16.50 , metry dzielą mnie od Fortu . Jest Wiktor ! Ma coś na głowie ! Są okulary ! Dziękuje Boże ! Ustalamy nową trasę , myślę o szlaku niebieskim , bo najbliżej do celu . Tylko 4h . Ale Wiktor wybiera żółty 5,5h do Dusznik ale za to prowadzi przez torfowisko I Skalne Grzyby. Zgadzam się. Zapowiada się na burzę. Ale I tak już wystarczy szczęścia na dziś. Przecież znów tyle rzeczy mi się udało! A niech nas zleje. O 17.10 wyruszmy z Karola , mija kwadrans , ulewa. Zarzucamy pelerynki I dawaj dalej. Gdy przechodzimy w pobliżu Białych Skał zaczyna się gradobicie , potem znów tylko deszcz. Nie za bardzo jest okazja do podziwiania gór . Ale to też jest piękne ! Czuć zapach lasu , czuć te góry. Fantastyczne. Mijamy torfowisko którego nie ma , wchodzimy na ścieżkę przyrodniczą Niknącej Łąki, jest to chyba jedyne w tym parku tak dobrze zachowane torfowisko.O 19 docieramy do Skalnych Grzybów, istne grzyby z kamienia , nie ma co warto było zobaczyć. Pociesza nas fakt że na słupach kierunkowych do Dusznik jest opisane jako tylko 4,5h drogi ! Dotrzemy w nocy . O 20.30 zapalamy czołówki , dochodzimy do wsi Batorów. To miał być już koniec trudności. Deszcz ustał zupełnie . Wchodzimy znowu w las. Jakiś kościół na wzgórzu, rozdwojenie dróg , ale nie widać szlaku. Metoda: Wiktor w lewo ja w prawo , jak ktoś znajdzie to krzyczy. Nikt nie znalazł :/ Okazuje się że szlak skręcał tuż za kościółkiem. Tracimy 10 minut. Nie mija kolejne 10 minut jak sytuacja się powtarza , znów w dziwnych okolicznościach gubimy szlak :/ W końcu udaje się dotrzeć na skraj jakiegoś urwiska . W oddali widać światła Dusznik. Zaczyna jednak padać deszcz. Posilamy się czekoladą I w drogę. Szlak wychodzi na pola.Podążamy za koleinami . Jakiś dom stoi . Nie ma szlaku ! Znów . Po pewnym czasie znajdujemy z Wiktorem wspólny język I ustalamy dokąd się mamy udać aby znaleść szlak . Nie jest łatwo , ale się udaje. To był dobry plan ! Staramy się iść najdokładniej jak tylko mapa wskazuje. Szlak wzdłuż potoczku , wzdłuż potoczku . Deszcz się wzmaga, pora coraz późniejsza. Gubimy szlak :( Wiktor chce go szukać , decyduję że zrobimy inaczej I pójdziemy po prostu wzdłuż potoczku. W pewnym momencie w lesie spostrzegam wielkie świecące oczy, inne niż te wcześniej , to nie sarenka . Ale pewnie Jeleń , duży Jeleń . No tak na pewno ! Nie ma co ! Już go nie widać, sprawdzam jednak odruchowo czy nóż jest na swoim miejscu. Udaje się nam dotrzeć do jakiejś drogi. Jesteśmy przemoknięci. Jakoś nie specjalnie mamy ochotę wchodzić w następną polankę , tak za szlakiem- kulturalnie. Jest przecież jakaś droga asfaltowa. Jedzie samochód, machamy, mija nas. Jest następny, młodzi ludzie mówią nam o jakimś moście. Tak to pewnie ten co go tu niedaleko na mapie widać .... jest dobrze! Idziemy chyba z kilometr, mostu nie ma . Ale już wiem o co chodzi! Jesteśmy w innym miejscu na mapie ! Trochę wcześniej ....to się zagalopowaliśmy, aż ciekawe że ten szlak rzeczywiście szedł przy tym potoczku wcześniej :P W każdym razie nadkładamy z 2km . Teraz już jest ładna droga asfaltowa , deszcz ustaje. Jednyne co to zmęczenie ....spotykamy jeszcze po drodze grupkę lokalsów którzy zarzucają nam wpierw kradzież słupków przydrożnych , a po chwili jednak zapraszają na kielona. Nie wyglądają zbyt przyjaźnie , z drugiej strony spieszy się nam przecież więc nie mamy zamiaru skorzystać :D

Tak ,udaje się nam ich lekko wymanewrować I czym prędzej się od nich oddalamy. 23.30 docieramy do Dusznik, odwiedziny sklep 24h , zakupy ....czyli chleby I mineralka , na jogurcik już za późno. Teraz podejście do schroniska pod Muflonem.

O godzinie 00.20 meldujemy się na miejscu! Tam tymczasem trwa impreza w najlepsze. Studenci socjologi rozkręcają zabawę ! Udajemy się do pokoju . Standard uboższy niż noc wcześniej. Ale za to cena ! Studencka – 14 zł . Oglądam nogi ... nie najlepiej . Zrobiliśmy prawie 50 km. Jak Bergson :PP . Tuż przed snem udaję się jeszcze na korytarz , I tu jakie zaskoczenie ! Spotykam znajome twarze .... to klasa 2 z mojego wspaniałego liceum wybrała się tu na wycieczkę ! Jest też moja pani egzaminator z zeszłorocznej matury ;) Zamieniamy kilka zdań , wspominamy to I tamto.

Bo I ja kiedyś z tą panią byłem na wycieczce. Pamiętne czasy Londynu. Rozmawiamy jeszcze kilkanaście minut z dziewczynami, poznajemy studentów Socjologi . Tzn pomagamy im wrócić do pokojów ;) Dziewczyny godzą się przyjąć na kaloryfery w swoich pokojach część naszej mokrej odzieży. Teraz czas do spania ! W końcu ! Godzina 3 , powiedzmy. Sen :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

"STrain"

Strat -Mała Łąka wylot (938 m.n.p.m) 16'
-Polana Małołącka 38' 30
-Przełęcz w Grzybowcu (1311 m.n.p.m) 51'
- Strążyska schronisko 1'04
-Siklawica 1'08
-Strążyska wylot (898 m.n.p.m) 1'21
-Mała Łąka wylot 1'41
-Start(Dom) 1'57.35

Trochę śniegu na Grzybowcu, kijki się przydały :) Pod górę występują znaczne problemy :P
Ale wszystko idzie w dobrym kierunku !
Droga -> -> Zamberlan Adventure Trophy

środa, 16 kwietnia 2008

Lejowa - wciąż na Topie !


12.04.2008 - piękny dzień się już zapowiadał od dawna ;)
Sobota. Pobudka - szarawo za oknem . Ale nie pada , po wczorajszym deszczu nie widać śladów, asfalt suchy - ściana będzie sucha! Pozytyw! Jest ekipa ! Janek ksywa stalowy chwyt ! oraz Ania , Ania właśnie :)
Janek się tu coś przebąkuje że poprowadził najtrudniejszą drogę ! Na kominie ! Oooo jakie małe chwyty ! Ale Jan-Tapczan to ma chwyt !
O 11 jestem pod ścianą , sam , czekam na towarzyszy ! To jest piękno Lejowej - cisza , skała , woda ,
To jest ta skałka , w górach , w Tatrach . Jura - jurą , ale to jest inny wymiar . Da się go dostrzec - to jest radość:)
Rozkładam sprzęt , przychodzi Ania , rozpoczynamy wspinanie .
Nasze "stare" Boulder'y ...na pierwszy ogień . Dla Ani to nowość , przystawia się do nich skrupulatnie , dla mnie to już rutyna ...tzn już je dobrze znam sprzed roku ;)
Oooo i tu mistrzostwo ! Dzwonie do Jaśka aby przywiózł krem do opalania ;) Słońce zza chmur wyjrzało, Benosik już uznał że pora się po opalać buhahahhaha. Koszulka na bok , jedna dwie próby , 10 min , i tyle słońca było ;) A Tymczasem przyjeżdża Janek , już z daleka wymachuje kremem do opalania ! Oż ten !
Janek na rozgrzewkę atakuje Boulder'y , przenosimy się na linę ,
I tu też standard już "Beczka" VI , nie ukrywam że jak zawsze na beczce , miałem trudności , po prostu nie potrafię tej drogi robić rutynowo ;) Za każdym razem trzeba walczyć
Zakładamy wędkę . Nowa lina - więc pierwsze jej testy . Janek atakuje "lewy filar" prawie że z powodzeniem , Ania następnie rusza na "Prawy Kant" , brakuje jej jeszcze trochę precyzji , ale jest blisko załapania kluczowego ruchu , przymierzam się do "Lewego filaru" ...wędeczka na początek , droga wspaniała , małe chwyty , czujnie , tylko zimno , coraz zimniej , przed chwilą Janek mówił że nie czuł tam chwytów. Teraz będąc w połowie drogi doświadczam coś podobnego . Jestem już za kluczowym miejscem .... pamiętam z zeszłego roku , jak dwukrotnie tu mi już brakło siły , jak w tych miejscach odpadałem.
Chwyt trzyma w palcach , stopień już pod nogą , kolejny chwyt . Byłem na górze , radość ! To chyba VII , wędka , ale mam nadzieje że to kwesta czasu ;)
Jestem znowu na ziemi , ból w palcach , od tych krawędzi , zimna . Radość !! Radość
Idę odpocząć...nareszcie , Janek wstawia się w "prawy kant" V , i udaje mu się ! Ale przecież ten spryciarz już go rok temu łoił ! Janek nie kryje zadowolenia , bo to jego pierwszy dzień wspinania , Ania też próbuje , jest bardzo blisko , jednak minimalnie brakuje. Tak tak ! To ona dzielnie walczy z drogą na zdjęciu ;)
Teraz prowadzenie ! Tapczan ( Jan) i Ania prowadzą dwie drogi ! "Klasyczną" IV i komin chyba III ,
To był początek sezonu w naszych rodzimych skałkach , ale początek to znaczy wstęp :)
Będzie lepiej, będziemy ćwiczyć , będziemy się tym wspaniale cieszyć !
Wspinanie - radość !!

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Wspinanie - Zaklęty Mur - W prominiach ognistej kuli

Dna owego, dnia pewnego , słonecznego :P
11.04.2008 Skały : wyprawa trzecia ! A że trójka to już poważna liczba
Jedziemy , ekipa , no można powiedzieć że "stara"
A więc: Mat. Paweł, Matrix i Tomek ! Tomek to był nowy nabór
Tym razem , start spod AGH wprost w stronę Olkusza.
Wysiadamy w Jerzmanowicach. Długa droga piesza , po drodze mijamy jaskinię Nietoperzową. Po kilkunastu minutach jesteśmy pod ścianą.
Mamy dwie liny : statyk plus dynamik.
Miałem ten zaszczyt rozpocząć wspinanie , droga V "Droga Pionierów" , była to moja najdłuższa droga w życiu. Około 28m. Co warto przyznać cała skała ma takie rozmiary, więc wspinanie długie ! Od podnóża wygląda prześlicznie ale w ścianie .... tam to dopiero sprawia wrażenie ! Na stanowisku w górze robię parę operacji sprzętowych , chłopaki dopingują mnie z dołu , w żadnym wypadku nie jest to mozolne , bynajmniej trochę się komplikuje i gdy już się wydaje że gotowe i rozpoczynam zjazd ....problem , lina splątana. Uhhh był błąd ...a w zasadzie niedopatrzenie , udaje się jednak zjechać szczęśliwie na dół . Popełniłem błędy podczas tej drogi, byłem zbyt nerwowy w poczynaniach ze sprzętem za co słusznie dostaję ochrzan :/ Mat potarza drogę , zakłada taśmy do wędki , bo jak się okazało była za krótka .
Mamy więc już dwie liny aktywne ! Paweł teraz atakuje "Siekierkę" V , muszę przyznać że ze wszystkich dróg zrobiła ona na mnie największe wrażenie , prowadzona jest w trudnym terenie , postrzępione głazy , szczeliny , bardzo urozmaicona linia ...absolutnie nie do lotów. Nie powtarzamy jej z Matem, linia wciąż czeka .
Atakuję "Sekwencja" VI+ , piękna droga , płyta, oooo i to słońce na górze , gdy oświetla spoconą twarz , siłowa droga jakby , dziurki, małe chwyty . To lubię ! Mat powtarza "OS-em" , I tu taka aluzja! Nie wiem czemu panowie coś tam narzekają na mojego OS-a :( o czym oni mówią ? eeeee tam
Teraz Paweł atakuje "Noc Listopadowa" VI.1 , pada w pierwszej próbie . I to jest nasze najlepsze przejście w sezonie ! Czas nam mija rewelacyjnie , Matrix i Tomek łupią wędkę za wędką , ćwiczą technikę. Mat atakuje "Widok z okna" VI/VI+ , kolej znów na mnie , posypuje już tradycyjnie - a warto zaznaczyć że niechcący! linę magnezją i wchodzę w "Noc listopadową" Ładne wspinanie , ciężki początek i tak w środku , też z dwa cięższe ruchy , ale czy to VI.1 ? No nie wiem. Mat'y i Pawły by powiedzieli że mi tam prościej bo mam ramię normalnie zbyt długie :PP
Paweł atakuje teraz wędki razem z Matrixem i Tomkiem .
A ja ...
"Niczym w promieniach zachodzącego słońca
Niczym w świetle słońca na zachodzie
Niczym w blasku ognistej kuli świecącej na niebie
odchodzę , udaje się do domu"

I niech ten impresjonistyczny wiersz na koniec będzie wyznacznikiem tej relacji

niedziela, 6 kwietnia 2008

KiCzoWe Wspinanie - Czyli Psiklatka vol.2

5.04.2008
Dzień jak dzień , płynie sobie powolutku. Jakie plany na dziś ?! Impreza !!!
Godz 23 lecimy na podbój nocy !
Miłosz , Michał , Bujar i Ja . Wpierw kulturalnie piwko na plantach ...no i gdzie teraz ?
Cień ? Nie...duża kolejka , Afera - mówi Bujar , eeeeee chodźmy do Kiczu!
Plany na dziś: muzyka lata 80 .... z Miłoszem już nam od kilku dni takie rytmy wciąż chodzą po głowie , tym bardziej że wciąż je puszczają na VoxFm .
I Kurka Siwa ! Będzie biba !
".....Wszystko, czego dziś chcę
pamiętaj o tym
polecieć chcę
tam i z powrotem
z ramion twych wprost do nieba, do nieba......"
I jak tu się dobrze nie bawić , a jeszcze Twisty , Rock&Rolle , Makarena ....uuuuuu
Ojjj działo się! Godz 3 wracamy , tzn Miłosz by pewnie tam jeszcze posiedział , bo wdał się w rozmowy z pewną sympatyczną dziewczyną , ale że My - jego towarzysze już cali mokrzy od tańczenia , żeby nie mówić że się rozpływaliśmy ...... to i on z nami poszedł.
Wychodzimy , ojjjj mżawka , deszczyk lekki , mokro ..... chłodno . O to sobie jutro pośpię ! Żadnego wspin!
6.04.2008
Godz 9.30 ....yyyy telefon coś dźwięczy.... yyyy już budzik ? Nie ...sms ..... wspin ? Dziś ?
Jakieś żarty ..... niiie mokro jest , 2 sms .... " Benos bądź o 10.30 u mnie" No tak .... mi tu w głowie szumi jeszcze "Twist again......" , a tu co ? Wspin ?
Ok. Za oknem ..... no ...no sucho , dość . Meteo.pl - opady , brak , Hmmmm . Jedziemy !!
godz 11 Azory . Wyjazd ! Ooooo jakaś duża ekipa ! Ilu ludzi . Panowie dokąd to , przecież to ranek ! Niedziela , spanie .A coooooo ! Jedziemy . Psiklatka vol.2
Skład : (Mat)eusz , Matrix , Grzesiek , Daniel , ja . Dziś mamy dwie liny ! ooo dwa razy więcej wspin ! Co za pocieszenie ....no normalnie. Nie mam sił do nich ! Spać......chcę
Godz 12 . Psiklatka. Dwa zespoły : Ja& Mat oraz Grzesiek i Matrkix . Daniel - fotograf . Team 2 zajmuje się patentowaniem lewej strony ściany . Grzesiek zaczyna , potem Matrix na wędkę , potem Matrix prowadzi ! Co ważne Matrix jest pierwszy raz w życiu w skałach ! Ale co tam ! Gość ma psychę ! Tego dnia robi na prowadzenie 5 dróg ! o wycenach do IV- !! Szacunek - Grzesiek nadzoruje jego poczynania i sam także pokonuje te drogi. Jak sam stwierdza to jest jego "rozruch" w tym roku dopiero. Ja rozpoczynam od Psiej Rysy V , hmmm jak to będzie ? Będzie Kicz czy nie będzie ?
oooo udało się ! Zjeżdżam , hmm nie było źle , Mat powtarza drogę , cfaniak - pokonuje ją bez trudu , bo już ją wcześniej przeszedł ! Oż ten ! Teraz nowy plan . Dingo V- , wygląda super ! Długa , logiczna, bardzo ładna . Przewspinujemy ją ! Pierwszy Mat, ja powtarzam . Dobra robota . Bez Kiczu ! Świetna linia ! Ja zaliczam teraz Psią Rysę V
No i co teraz ? Okapik z lewej ...mokry , idziemy na drugą stronę ściany ....ale , chociaż , może , ...wzrok przykuwa , pokaźny okap nad nami , droga jest ..... ale ten okap to chyba jakiś kosmos
Hmmm a może by coś polatać ? Napieramy ! Droga Canapies VI+/1 Mat zachęca mnie do ataku , jesteśmy optymistami ! Ruszam . Początek ....elegancko ! 3 Wpinki , ładny wspin , jasna linia , ooo a teraz , coś płasko , mało chwytów , mało stopni , ehhhh a myślałem że do okapu to będzie prosto . Walka , czujnie , bardzo , Wpinka jest jakiś metr ode mnie .... po prawej stronie , balansuję ostrożnie , zakładam expres , i teraz, no byle bez lotów ....wybieram liny , jeszcze parę cm , jest ! Mat stwierdził później że miałem tam niezłego telegrafa w nogach ! Jest okap ! Chwyt , drugi , teraz piękny ruch nogą , i przewiecha podemną !Wpinka , druga ....o jest radocha! , trzecia wpinka , jest Top ! Przedkładam linę przez ring zjazdowy , i na dół . Super ! Jest ! Najtrudniejszy OS w życiu ! I to po takiej Kiczowej nocy !
Mat powtarza drogę ! Walczy ciężko , ma pewne problemy z okapem ,ale w perspektywie lotu daje z siebie wszystko i jest ! Jest Top !
Na zakończenie pokonujemy jeszcze Pies Pogrzebany VI- , jeden mokry podchwyt , okapik .
Super extra udany dzień ! Po prostu Kiczowy dzień ! ..... no to znaczy taki dobry !
Podziękowania dla chłopaków z teamu za kawał dobrego wspin. !
Brawa dla Matriksa za pierwsze w życiu prowadzenia !
No i dla Mata ... że mnie obudził dziś rano ! :)

wtorek, 1 kwietnia 2008

Bergson Winter Challenge - ralacja


Wielki rajd ! Bergson ! Ciężko ! Wielu rezygnuje ! Zima !
Ja ? Startować ? Teraz .... miało być dopiero w maju na North Face Adventure Trophy
Przecież to już tylko miesiąc do zawodów , aż tyle za wpisowe ? Sprzęt ....dużo go trzeba mieć ,
Czy dam rady ? Czy dam rady ?
Takie pytania krążyły po głowie ....gdy Dawid Studencki w drugiej połowie stycznia zaproponował mi start . O Adventure Race myślałem już wcześniej . Dawid wspomniał mi już o tym w wakacje , naszym celem miał być maj 2008 . Zawody North Face . Mieliśmy zacząć trenować już jesienią , biegać , rower , jakieś techniczne przygotowania ...ale wyszło jak wyszło . Nie biegałem zbyt wiele, może kilka razy , rower ...ostatni raz końcem września , technika - nic , przyszła zima - narciarstwo , wspinanie na panelu . A tu nagle taka propozycja . Lecz myślę : trochę tej kondycji mam , coś tam czasem się ruszam. Ale czy jednak startować ? Czy dam radę? Kilka dni później Dawid piszę że mu odradzają start , sam się waha. Nie wiem co robić ..... nie ,chyba jednak nie , przygotujemy się na maj - myślę . Mamy się spotkać i pogadać jeszcze , zdecydować coś w końcu . W międzyczasie pierwsze treningi biegowe po Błoniach krakowskich. Hmmm nie jest najlepiej , jakaś "zadyszka" , zakwasy lekkie , tempo nie takie jakby się wydawało .
Podczas spotkania spokojnie omawiamy za i przeciw .
A więc Za - A więc starujemy .
Trenowaliśmy osobno. Ja - Kraków , Błonia- areną przygotowań , Dawid - Kościelisko, góry .
Powoli kompletujemy sprzęt , dokupujemy czego nie ma .Brakuję ubezpieczenia , kijki trekingowe już są , czołówka jest . Nagle okazuje się że opony z kolcami by się przydały. Zamawiam - Allegro. Znów niepokój ....czy warto , już za późno by coś zmienić, koszty , poświęcenie , po co? Po to by się tam skrajnie zmęczyć? Przygoda - TAK , Adrenalina - TAK ale aż tam ? W taki sposób ? Są przecież inne drogi......Nie nie , myślę , jednak warto , jestem tego pewien . Chcę tam być !
Na liście startowej dumnie brzmią słowa : 65 WOSzK Gronik Juniorzy 1. Dawid Studencki- kapitan 2.Władysław Bętkowski
Dawid już z pewnym doświadczeniem , ja - bez doświadczenia , pierwszy raz !
Miesiąc szybko zleciał . Został tydzień . Niedziela 24.02.2008 . Godziny południowe . Lekkie słońce , ciepło . Jak na nasze zimowe warunki, mało śniegu w Kościelisku, więc pewnie i mało w Tatrach :)
Nasz pierwszy wspólny trening. Pierwszy i ostatni przed zawodami. Bieganie w Reglu Dolnym . Wziąłem nowy rajdowy plecak , lekki balast do środka, zobaczymy jak się spisze. Biegniemy w Małą Łąkę. Tempo Dawida , coś nie tak .... pierwszy podbieg - odstaję , Dawid czeka na mnie, Dolina Miętusia , Kościeliska , Lejowa , podbiegi - nie jest najlepiej . Zostaję zawszę z tyłu . Źle się z tym czuję. Przecież trenowałem . Lejowa skałki , odpoczynek , wypijamy coś , Dawid mówi że nie jest źle , że damy radę ! Dobrze że mnie wspiera , a przecież mógł by powiedzieć: "Miałeś się przygotować , tam będzie dużo gorzej , co robisz ! " Końcówka , już mi się lepiej biegnie. Jestem w domu . Czas 2h . Mocny trening , tak to powinno wyglądać zawsze

28.02.2008 Wyjazd ! Godz 12.00 wyruszamy w stronę przygody !
Z Kościeliska jadą trzy zespoły.
WOSzK Gronik Tomasz Bartkowiak i Andrzej Błaszczak
WOSzK Gronik Juniorzy Dawid i Ja
WOSzK Gronik Strong Czesław Studencki i Paweł Zieliński

Jesteśmy na miejscu o 16.00
Zameldowanie. Odprawa kapitanów . Dostajemy mapy !
Czuję w powietrzu tę całą atmosferę ! Bergson tuż tuż ! Wkoło pełno młodych ludzi, wszyscy załatwiają ostatnie sprawunki , szykują sprzęt
Wychodzi na to że z Dawidem jesteśmy najmłodszą drużyną :)
Wieczór. Pogoda ładna. Śniegu nie widać . Jesteśmy zapakowani , oddaliśmy przepaki . Teraz taktyczne posiłki wzmacniające , napoje - nawodnienie organizmu . Zostały 2h do startu . Analiza map , planujemy trasę. "A może tędy ? Polećmy przez las , będzie szybciej , tu nie ma zbyt dużej różnicy wysokości" , pojawia się wiele pomysłów , jakieś drobne spory . Na szczęście Paweł - nasz nawigator spranwnie sprowadza nas na ziemię, widząc wiele naszych "skrótów"
Trasa ustalona ! Jest optymizm ! Będzie ekstra ! Tak , A coooooo!! Plan : odrywamy się od Nich polecimy sami z Dawidem , przygoda !! Nie potrzebujemy pomocy starszych, doświadczonych ( czyt. WOSzK Strong ) lecimy na własna rękę .Zrobiło się nerwowo , mówią nam : plan był inny. Lecimy razem .
Takie są ustalenia końcowe .

Godz 21.30
Piwniczna - rynek . Prezentacja zespołów. Czuję że mam w sobie tyle energii że nie wiem co ! Wchodzimy na scenę , zdjęcia . Uśmiechy , radość .
Przed startem rozgrzewka, przepełnia nas euforia ! Dawid coś tam mruczy.....poczekaj poczekaj , zobaczymy czy jutro o tej porze tęż będziesz taki uśmiechnięty . On sam jednak jest wyraźnie zadowolony. Mamy świadomość że będzie ciężko. ALE PO TO TU JESTEŚMY.
Zostawiamy plecaki , zostawiamy rowery . Pierwszy odcinek : 5 km bieg na orientacje.
Dochodzi 22. Przemowa Burmistrza. Wszyscy ustawieni na starcie . Końcowe odliczanie : 10 ....9...6....5....3....2.....1.....

Godz 22.00 Start !!!!!!!!
Wystartowaliśmy , wkoło mnóstwo światełek- aż 60 zespołów , zawodnicy przebiegają pod bramą startową, ciężko odróżnić "swoich" , czołówki , światło czołówek . Wszędzie. Biegniemy za tłumem :) Nawigator jest z nami ! Pierwszy punkt , drugi punkt , idzie coraz ciężej , przebijamy się lasem , chaszcze, lecimy na jakieś wzgórze , nagle polana. Widzimy już tylko kilka ekip . Cała reszta się rozmyła. W końcu to bieg na orientację. Wyjmujemy mapę, tędy dalej pod górę? Nie , nie w dół , jest 3 punkt , punkt 4 , ostatni punkt na moście nad Popradem i z powrotem jesteśmy na rynku w Piwnicznej . 31 miejsce , 0,58h
Etap drugi rowery . Jest 23 . Przejazd na punkt kontrolny 2, Bacówka na Obidzy , podbijamy karty i pędzimy w dół. Tu pierwszy kontakt ze śniegiem. Szosę pokrywa śnieg , miejscami lód. Trzeba uważać. Punkt 3 Bacówka nad Wierchomlą. Efektowny podjazd. 38 km za nami . Jesteśmy. Czuję się świetnie. Jest super . Zmęczenie ... minimalne . Świetnie . Przepak , rowery zostają , tymczasem kije trekingowe w dłoń i napieramy! 24 miejsce 3h 50 .
Teraz treking . Ponad 60 km . Idziemy non-stop cały czas góra-dół . Kiciarz ..... Radziejowa 1266 m.n.p.m . Tam zadanie specjalne. Wejście po siatce komandoskiej i zjazd linowy . Rytro -zamek ...... Podejście na halę Łabowską....... i znów Wierchomla . 23 miejsce . 19h 19 min . Ten czas ...te kilkanaście godzin . Dało się zapamiętać . Nogi - mam odciski , ubranie całę mokre , ciężko mi już logicznie myśleć . Brak snu robi swoje. Działo się .... zgubienie trasy , trochę inne podejście niż planowaliśmy , skrót który nie był skrótem . Jest ciężko . Ostatnie kilka godzin pokazały mi granice... moje granice. Bo kiedy ciało mówi że już nie , a jednak się idzie na przód , się napiera . Dawid ma całkowicie odparzoną nogę . Buty mu przemokły w śniegu . Wszyscy zmagaliśmy się z tym trekingiem . Zmagaliśmy się ze sobą. A teraz , jest wieczór , ciepły posiłek , krótki odpoczynek . Rowery i w dół . Już będzie lepiej . Tylko ta pogoda...... leje , a może sypie , mokry śnieg, zimno . Rozpoczynamy ostatni etap!
Osobiście dla mnie będzie to ciężki etap , wiedziałem że dotrę do mety , za daleko zaszedłem aby teraz odpuścić .Bałem się mrozu , strój mokry , buty mokre a tu dochodzi teraz jeszcze wiatr. Nie było jednak mrozu. Koło zera stopni. Czeka nas zjazd z Wierchomli do Krynicy - bardzo czujny , droga pokryta śniegiem , woda spływa strumyczkami , jest ślisko , wielu rowerzystów zjeżdża koło nas . Kilka krotnie jestem bliski upadku , jadę cały czas skupiony , hamulce jakby nie hamowały zbyt mocno , obydwa zaciśnięte a do tego jeszcze w wielu miejscach trzeba hamować nogą . Opony z kolcami nie zawsze pomagają . Koleiny , ciemno . Raz wywracam się . Potem odcinek po "kocich łbach" , o już gorzej być nie może ! Teraz asfalt , jedziemy , mijają kilometry , jeden , drugi , dziesiąty , dwudziesty , kilometr za kilometrem . Coraz bliżej , podjazd przez wieś Kotowa , naprawdę tak stromego podjazdu nie widziałem . Punkt kontrolny . Już tylko dwa ! Teraz zjazd tą samą drogą , i dalej zjazdy , jesteśmy już bardzo nisko , i dalej w dół . A tu w myślach...że przedostatni punkt , jest tam wysoko w górze , hala Łabowska , wysoko , tymczasem ciągle w dół . W dół , w dół , ojjj będzie podjazd ! Jest droga którą sobie upatrzyliśmy . Jadą z nami jeszcze z dwa- trzy zespoły . Zaczyna się . Podjazd , i tak jak mówili , będzie świetny asfalt . Naprawdę nie do wiary . Droga leśna , już nie widać prawie domów a tu taka nawierzchnia. Powoli posuwamy się pod górę . Śniegu jeszcze nie widać ! A przecież tam na Łabowskiej go tyle było ! To znaczy że jeszcze daleko . Zmęczony jestem , zdarza mi się przysnąć na kierownicy ;) , na szczęście gdy rower zaczyna zjeżdżać z asfaltu orientuję się . W pewnym momencie z chodzimy z rowerów . Zmęczenie . Bez słów , w milczeniu prowadzimy je pod górę . Zakręt , zejście na inny szlak . To znak że już tylko 3 km . Lód na szlaku . Trzeba uważać . Mgła ogranicza widoczność . Przez moment tracimy orientację , oddalam się od drużyny . Dzwoni Dawid
- Benos gdzie ty jesteś ? Zjechałeś tamtą drogą w dół ?
- Tak , bo myślałem że jedziesz przede mną
-Nie ja jestem tam na górze , wracaj , to zła droga
Jest godzina 2 w nocy. Stoję w miejscu wkoło nie widać nikogo . Zastanawiam się co robić . Wracam pospiesznie pod górę , złość we mnie narasta, że przeze mnie stracimy cenne minuty . Są . Więc którędy ? Rozmowa z nawigatorem ; tak jednak dobrze pojechałeś.
Jesteśmy na hali Łabowskiej , stąd już tylko zjazd do Piwnicznej . Oznaczenia : szlak turystyczny. To najlepsza droga. Okazało się że rowery trzeba było sprowadzać , tylny hamulec nie działa , klocki się zdarły. Ale Dawid ma większe zmartwienie: oba hamulce nie działają . Wraz z Jego tatą, Czesławem Studenckim, zmagają się z rowerem . To były ciężkie chwile. Ostatnie takie ciężkie . Teraz przeprawa przez potok , i jest droga ! Można jechać na rowerze , jechać :) Dawid ze swoim tatą jadą na holu. Jeden rower ,drugi holuje.
Jednak już wiem , mam pewność! Jesteśmy ,dotrzemy , wzrasta w nas radość . Piwniczna, rzeka Poprad . Tu ostatni punkt kontrolny. Przeprawa przez rzekę mostem linowym . Po drugiej stronie rzeki , zmęczeni znów wsiadamy na rowery , teraz dochodzi jeszcze ból rąk spowodowany podciąganiem się na linie . 200 metrów , 100 metrów , jest rynek , pusto ,ciemno , nagle kilku ludzi wyskakuje z samochodu , robią zdjęcia , witają Nas .
Tak to już koniec . To już Meta !!
Godz 3.47 23 miejsce . Ponad 29 godzin zmagań non-stop
Jesteśmy skrajnie wyczerpani.Jesteśmy szczęśliwi

Chciałbym podziękować zespołowi naszemu , czyli tak właściwie naszym połączonym zespołom :)
Czesławowi Studenckiemu - za to że poza całym trudem włożonym w zawody był jeszcze naszym kierowcą i odwiózł z powrotem do domu
Pawłowi Zielińskiemu - naszemu nawigatorowi za to że DOTARLIŚMY na metę
Dawidowi Studenckiemu - że mnie w to wciągnął i motywował do treningów
Oraz zespołowi WOSzK Gronik Tomkowi Bartkowiakowi i Andrzejowi Błaszczakowi. Byli mocni , bardzo mocni . Oni zajęli 9 miejsce !
Oraz organizatorom BERGSON WINTER CHALLENGE za wspaniałą imprezę , za niezapomniane przeżycia