
Grossglockner część II
Co tu robić ? Ten śpi , tamten coś gotuje , trzeci to znowu się kręci po okolicy . Wyciągam mapę.
W potrzebie najlepszy przyjaciel człowieka , nie pies , nie komputer a właśnie mapa !!
Jest coś ciekawego . Blauewand 2915 . Piękna sprawa , blisko , słońce na niebie wysoko . Czemu by nie? Ekipa nie kryje entuzjazm. Plan godny realizacji . Nawet kierowcy chrapiąc zdają się mówić „BBBbbblllll Aaaaauuuuu eeeeee WWWWaaaaand” Wnet ich budzimy . Wybija 17.00 Jesteśmy po obiadku , poznaliśmy polskich wspinaczy, słuchaliśmy opowieści o Studlgrat.Czas nagli.
Tak więcteraz na lekko , na szczyt Blauewand . Śmieje się że oblegamy Grossa tak po himalajsku , z aklimatyzacją, z rozgrzewką poranną , jedyne co nam brakuje to jakiś Szerpów do transportu bagaży , ale to innym razem. Jest dobrze
Blauewand prezentuje się jako dosyć prosty, połogi szczyt , panorama na Grossglockner jednakże zachwyca nas swoim pięknem. Nie możemy się wprost oderwać od kopuły Grossa , nawet Maju podziwia widoki w milczeniu !! W przeciwnym kierunku ciągnie się natomiast stroma , poszarpana grań ...... dokąd....ku czemu? Też jakiś piękny szczyt...więc może by tak parę metrów?? Dalej ....
Mariusz najwyraźniej podchwycił ideę. Teraz już w dwójkę , śmiało, poprzez mniejsze bądź ciut większe trudności ,odchodzimy spory kawałek grani. Jedno miejsce było syte, zostało w pamięci . Docieramy na ładny delikatnie wywieszony wierzchołek. Daleko od drużyny. Można już wracać , tylko spokojnie , aby bez przygód.
19.00 Piwo leje się strumieniami. Przed każdym z nas stoi kufel piwa. Ku odpoczynku , ku radości
Ha !! Teraz to podejmujemy kluczowe decyzję o jutrzejszym wyjściu. Teraz to trwa decydujące rozdanie ! Stawką jest Gross, stawką jest nasze życie . Po zawiłych debatach dochodzimy do porozumienia . Znamy składy , wiemy jakie liny i ile sprzętu , pozostaje spać , spoglądać w gwiazdy i liczyć na dobrą pogodę.
20.10 Leżymy już w naszych wygodnych tyrolskich łóżeczkach , otuleni puchem śpiworów . Chmur na niebie coraz mniej , nastroje w normie . Jeszcze ktoś coś tam po dopowiada z humorem , stwierdzą że sprzęt zbyt ciężki , że budziki za wcześnie , że za głośno . Naaaagle jakaś senna atmosfera spowija pokój, wszyscy śpią . Niespodziewając się ......... najgorszego(właściwie to najprzyjemniejszego) !!
Budzki : Maju 5.30 Coffe 5.20 Grzesiek Mariusz...też w tych godzinach . Benos........4.50 :PP
15.07.2009r
Nie ma to jak zacząć dzień naprawdę o poranku!! Tak to jest to , budzik dzwoni znaną melodię, blask jutrzenki zagląda przez okna . Ha to jest życie , To jest to !! .....yyyy po kilku sekundach daje się słyszeć jakieś niepokojące odgłosy,hmmmm , czyżby kogoś z towarzyszy coś mogło obudzić bądź zaniepokoić ?
Gdzie tam! Rzeczy już wcześniej posegregowane a więc wciągam kalesony, zakładam bluzę , wręcz już kask zapinam pod szyją ....a Maju,dopiero się budzi!! I jak tu nie stracić werwy!! Nic to ! Biorę sprzęt na siebie, zakładam dodatkowe karabinki , jeszcze z 3 ekspresy , jeszcze tasiemkę i repika.
Jakby nie było, i jakby pozytywnie nie mówić o moich kompanach.....śmieją się ze mnie. Nic to - durnie. I znów słyszę ....”spaść to nie spadnie, sprzęt ma , ale z głodu to umrze” ..... ale co tam "Sprzęt nic nie waży :) "
Nie ma to jak wprowadzać humorystyczny akcent do całego wyjścia ;)
Ale teraz już na poważnie! Jesteśmy gotowi ? Jesteśmy !! Po raz ostatni słyszę trzask zamykanych drzwi od naszego pokoju, jakby nie było drzwi bezzatrzaskowych , ale nie ważne !! Słychać trzask , podłoga skrzypi niespokojnie , powietrze drży , sytuacja jest napięta !! To już ten moment ....dłuuuugo wyczekiwany. Wychodzimy na Grossglockner!
06.06 W notatniku zapisuję słowa : „Wyjście ze schroniska w doskonałych humorach, wszyscy wypoczęci i wyspani” Tak to był fakt !! Pamiątkowe zdjęcia , szpej rytmicznie kołyszę się przy boku, w miarę jak odchodzimy od schroniska . Pniemy się w górę wpierw delikatnymi polami śnieżnymi, przeplatanymi z odcinkami piarżystymi , słońce już purpurą oświetla wierzchołki .Chciało by się zaśpiewać za Ryszardem Rynkowskim „..... pod niebem jest pięknie dziś.......” Widząc jednak skupienie w oczach towarzyszy nadal milczę i tylko w myślach odmawiam słowa modlitwy.
06.29 Wielki kamień pośród lodowca. Szum roztopowych wód. Znów tempo nieco rozgrzewkowe ;) . Ale to i dobrze . Więc trochę odsapnąć , wyrównać puls . Przed nami ściana Grossa. Nasuwa mi się porównanie : Grossglockner jak Świnica ..... Coffe protestuje- ma być inaczej. Racja!! Świnica jest trochę taka jak Grossglockner. Tylko że dużo mniejsza w skali :)
07.00 W środkowych częściach lodowca wiążemy się linami. Zaczyna się robić stromo . Raki na butach, czekany w obwodzie. Maju ku wielkiemu zadowoleniu ogółu przyczynia się do sprawnego powiązania całego zespołu. No spisał się na medal :P Zespoły 3+2
Pierwszy zespół Coffe-Mariusz-Ja . Brygada pościgowa: Grzesiek+ Maju
Pierwsze metry stromizny mijają wręcz zwyczajnie. Idę sobie Idę , niżej Mariusz idzie sobie idzie , jeszcze dalej Coffe. Pościgowa tuż za nami . I nagle , coś się odrywa spada w dół po lodowcu , przelatuje tuż obok Coffe'go , i nagle .... butelka z wodą ląduje w rękach Maja. Po prostu wypadła mi z plecaka. Maju grozi palcem że już dziś picia nie dostanę. Eeeeee, ja mu dam , zaraz na niego zrzucę coś większego jak tam, tak będzie wymachiwał !!
W końcu docieramy do grani bocznej wiodącej do schroniska Erzherzog-Johann-Hütte . Tutaj napotykamy ferraty, łańcuchy zabezpieczające przed odpadnięciem.Dygresja : Zanim się tu jeszcze znalazłem , jeszcze w Kościelisku czytając na sucho opis trasy...przyznam że przeszył mnie lekki dreszczyk gdy czytałem o rzekomych trudnościach tego miejsca. Może i, ..... my jednak przechodzimy odcinek grani naprawdę bez problemowo . A chwilę wcześniej : „Mariusz, uważaj lód jest śliski” ......hmmm nie był to najtrafniejszy komentarz z mojej strony . No nic .... kolejną łatkę mi przykleją koledzy do pleców :/
08.36 Jesteśmy przed schroniskiem Erzherzog-Johann-Hütte . Spotykamy naszą blondwłosą rodaczkę . Ta młoda turystka pierwszy raz weszła wyżej niż...... na Turbacz!! Rzeczywiście ....przeskok znaczący . Jej kompani poszli już wcześniej na szczyt. Ona jednak została w schronisku. Robimy sobie więc i z nią zdjęcia, a następnie już w promieniach ostrego słońca siadamy na werandzie schronu, spoglądając w stronę lodowca Pasterzy i przede wszystkim debatując nad dalszą częścią wyprawy.
Nie wiadomo czemu nagle wybucha bunt !! Mariusz i Grzesiek dowiadują się o moim niskim wieku(a to przecież było prawie już 21) . Maju podgrzewa nerwową atmosferę ! Małolat nie może iść pierwszy , nie słuchamy go !! No cóż :/ ....trzeba to zakończyć . Trafną uwagą zmieniam temat. Wracamy do normalności . Maju coś jeszcze przyklnie pod nosem . Nawet na 3400!! Nawet tutaj !! Tymczasem wyruszamy dalej.
Ahhh , i jakby tu nie zachwycać się nad pięknem stworzenia widząc kopułę szczytową Klaineglocknera !! Szeroki wpierw grzbiet , robi się coraz to stromszy , wchodzi jęzorem lodowcowym w grań , tam zwężając się dochodzi do przełęczy , dalej to już tylko graniówka , na szczyt. Widzimy to i serca biją szybciej . Spotykamy jeszcze źródełko, łyk zimnej wody , i jeszcze trochę wody na twarz . Słońce grzeję w plecy. Jesteśmy w miejscu niekorzystnej ekspozycji. Wydaje się nam przez chwilę że to +30 stopni. Promienie słońca odbijają się od lodu. Nasz zespół wybrał opcję „na wprost” dochodzimy do przełęczy najszybszą trasą , bynajmniej tą najbardziej stromą . Grzesiek i Maju idą zakosami.....zresztą tak jak prowadzi trasa. Przed przełęczą jesteśmy bardzo zmęczeni. Zastanawiam się czy to wysokość tak na mnie działa czy może słońce? Nogi coraz głębiej zapadają się w mokry już śnieg. Ku naszej wielkiej radości przed przełęczą napotykamy ściankę skalną , po której spływają stróżki zimnej wody . Przykładamy usta do ściany . Taka woda .....jak nigdzie !!
Nad przełęczą spotykamy kilka zespołów, część z osób zjeżdża , część schodzi po prostu , kilka lin miesza się ze sobą .Ludzie starają się wyminąć. Hmmmm bałagan . Przepuszczamy schodzących .... i dalej w górę się pniemy . Teren był stromszy , zamiast śniegu lekko przytopiony lód, i dodatkowo ekspozycja. Widoki nieziemskie . Lodowiec migocze refleksami słońca daleko pod naszymi stopami, morze wierzchołków już także znajduje się pod nami. Pierwsze chmury pojawiają się nad odległymi szczytami . To są Alpy ! Wszędzie wkoło Góry. Sprawie zdobywamy wysokość . Asekuracja wygląda następująco: W podłoże wbite są stalowe pręty , co kilkadziesiąt metrów. Idziesz , zakładasz pentelkę , i dalej . Tak więc w razie odpadnięcia .... to do pentelki i jeszcze te kilka metrów liny niżej , nigdzie dalej. Przewijając się w pośrodku grani docieramy na wierzchołek Klaineglocknera.To już ponad 3700 m.n.p.m Widzimy nasz cel już w całej krasie . Teraz słynna przełęcz Obere Glocknerscharte i będziemy świętować sukces !
Tymczasem Coffe i Mariusz pozują do zdjęć z „czekanem w głowie”
Drugiego zespołu nie widać .Chmury podchodzą coraz wyżej , gdzieś w oddali wierzchołki zachodzą za mgłę . Pod nami słynna 600-metrowa rynna Pallavicini'ego . Czy to już koniec trudności ? A co ze szpejem który tak dzielnie wisiał cały czas u mego boku? Skalista ścianka po drugiej stronie przełęczy wzbudza nasze zainteresowanie. To tamtędy ? Przejdziemy.....zobaczymy . Jest , jest przygoda
koniec części II