poniedziałek, 17 listopada 2008

15-16.11.2008 Weekend przewodnicki!!


Początek niesympatyczny , ale coś musi być niesympatyczne i nieudane aby udana końcówka miała wyraźniejszy smak!!
14.11 a właściwie 13.11 , fatalnie się czuje, choróbsko ...... niefortunnie dostaję zapalenia spojówek w lewym oku, jak mi to pani doktor ujęła: nawet ostrego zapalenia spojówek. Oko wygląda jak czerwony bąbel...... kurde, niepozytywnie .I tu dziękować pani Dorocie , mamie Marka K. za przyjęcie mnie w gabinecie bez kolejki i zorganizowanie szybkiej terapii! Pani Dorota wiedziała że po prostu w sobotę będę musiał pobiec......
15.11 ranne godziny , oczko ...czerwone, ale już cośik wraca do normy! Jest siła i motywacja po sto pieronów! Będzie dobry dzień,koniec powtórek, ostatnie spojrzenie na mapę , położenie doliny pięciu stawów spiskich , schroniska jeszcze ......w końcu zamykam makulaturę. Tato mnie pospiesza z lekka, wrzucam Wielką Encyklopedię Tatrzańską w plecak , cały strój , jedzonko , "graniówkę" i jedziemy .
W kuźnicach jesteśmy koło 8.15 , a tu pełno ludzi , syćka się szykują,kłębią. Jest nasze dyrektorstwo, mowa wstępna, rozdawanie numerków itd..... itd Po prostu eleganckie zamieszanko
O 9 start!! I tu pikno rzec !! Wszyscy stacjonują jak najbliżej komisyji , a tymczasem ja i Krzysiek.K tak na tyłach się rozgrzewamy ..... aż tu nagle, 10...9...8....1.... 0 start! Co najlepsze, teraz jesteśmy na samym przodzie, bo start był za naszymi plecami- w przeciwną stronę!
Wyjaśniając; bieg jest z Kuźnic na Kasprowy Wierch. Wystartowaliśmy: lecę lecę ostry start , pierwsze 450m to nawet drugi jestem!! Naglę .....i co gorsza z duża różnicą prędkości (deltą), wymija mnie dwóch zawodników(jest nas około 100 w stawce) , bieg trwa nadal. Mam taką piękną nadzieję że będę z przodu! i chcę mieć czas poniżej godziny.To są moje cele na ten dzień. Wielu to traktuje na luzie, ale ja ....dość ambicjonalnie,dla samego siebie pewnie ale ...jak będzie jakieś miejsce :) Myślenickie Turnie..... jestem 6 , niewielki spadek pozycji , czas koło 24min . Ale co "najgorsze" wyprzedził mnie mój krajan z Kościeliska!!! No co to ,to nie! Tu musi być rywalizacja, nie odpuszczamy:PP .... póki co jednak się ode mnie oddala...klops:/
Że jednak chyciła mnie werwa!! to raz ..drugi...trzeci , mocne odepchnięcia kijami , więcej w nogi , i znów idziemy łeb w łeb! To raz on mnie mija to raz ja jego. Szczyt coraz bliżej.
Nagle!!! niespodziewanie!!! Słyszę za sobą niepokojące odgłosy, wiele uderzeń metalu o granit , jakieś szumy, łoskot! To nie mogło być nic dobrego :< , obracam się i widząc w nieoddali wielką ...niczym gwardię liczbę zawodników, ppprzyśpieszam! Ale oni są coraz bliżej , posłużę się tu miarą wielkości: są w odległości trzech żyraf przy wodopoju i pół słonia! Wyprzedzam Marcina B. , daję z siebie no naprawdę wszystko:P , a tu .... niczym rozpędzone ciufcie , dwóch biegaczy ....frrrrr (mija mnie), i znów,coraz bliżej słyszę uderzenia o granit -tak to kije ciągną kolejnego zawodnika na szczyt , parędziesiąt kroków dalej , mija mnie :/ ..... ale jest już kolejny......nie odpuszczę!!!!! nawet podbiegam, oby jeszcze dalej .... nic z tego , bo kiedy on zmęczony bo zmęczony ale mnie mija!! Jestem chyba teraz już 9 ...... I tak sobie myśląc o tej sytuacji ....biegnę na szczyt:( . Nagle?,co się dzieję!! jest obserwatorium, tak- to już tylko 450m , może 500m - fachowo koło50 żyraf drogi . Wypłaszczenie .... to teraz biegiem! Zbliżam się do jednego z tych wcześniejszych , finisz , kije na maxa , nie widzę czasu na zegarku , ambicja nie pozwala mi odpuścić ...może go wyprzedzę. Mijam go, jeszcze jeden w zasięgu! Lecę, nagle patrzę że mija mnie Marcin! Teraz to dopiero, rzucam się w przód ....lecimy....sekunda,druga....na szczyt wpadamy wszyscy trzej.....równo.Komisyja odnotowuje wyniki ..... limit mój wiekowy- 1h20, czas ...pewnie koło godziny
Pięknie!! Fantastiko , miejsce ....hmmmm 7-9 , z moich obliczeń :)) Ale co ważniejsze ...czas 0,59 .30h . Jest radocha!! Oczko dało rady, nogi wytrzymały .Jeszcze się taka pogoda robi , gratulujemy sobie z Marcinem, który stwierdza "Trzymaliśmy się razem, i generalnie wspieraliśmy w biegu" ....no prawię tak było;)
Na metę docierają kolejni znajomi, dla każdego to sukces ! Choć tak jak pisałem...wielu to traktowało tak po prostu na pół gwizdka,pewnie byli by dużo lepsi ..... ale cóż, ja dałem z siebie maxa....
W blasku słońca (listopad!!) schodzimy ze szczytu,jest ciepło , nie ma śniegu . Pięknie!
Popołudniu koło 16 część teoretyczna -ustny!
Tu to były nerwy, trzeba było liczyć na szczęście, może i dobrą komisję wybrać . Nie miałem najgorszego zestawu pytań. Trochę TOPO trochę przyrody, jakieś zlewiska . Jak dla mnie "in plus" :D
Koniec dnia . Wszyscy się rozchodzą....to co teraz? Jutro na skałkach!
16.11 Kwalifikacji dzień II . Skałki w lejowej. To miał być mój lepsiejszy dzień. Primo ; znam przecież te skałki , ojjjj!!! ile tam czasu spędziłem, i drugie primo, że wspin .... coś co lepiej bądź gorzej, ale mi wychodzi :)
Pogoda znów dopisuje, godz 9.00 lejówka start . Wiele znajomych twarzy. A ściana?? OK!! Mamy do zwędkowania względnie prostą drogę- "klasyczną" ponoć 4+ , Wbijam się może jako 10ta osoba , sprawnie .... czy elegancko nie wiem , ale jestem na górze. Twardy doping z dołu ze strony Krzyśka K. i Taty! Gdy dochodzę na górę....Tata woła: "Idź dalej, idź dalej" .... Nie da sie przecież ;] ......."To złaź z stamtąd ja pójdę" No prze Tata!!
Ale taka prawdą , w tym momencie to On się bardziej cieszy z tego mojego kursu niż ja, tak to wygląda! Bardzo Tacie zależy żebym tam był, w końcu sam..... jak to mówił: "25 lat temu temu to przeżywałem, synu kurs to piękna sprawa" . Zjeżdżam w dół , kolejni wspinacze atakują, wielu wspina się wprost fantastycznie, pokazując na tej drodze znakomitą płynność! Kluska wchodzi- rewelacja , Ania.F - ładnie , Marcin.M - bez problemu , Krzysiek.K .....zwleka zwleka , czas ucieka, - w końcu wbija się w ścianę, no i ....bez zawahania,pływa w pionie. Jest dobrze
Wprawdzie nie wiem jeszcze jak inni znajomi...oni będą później się wspinać . Ale ...będzie dobrzee
Pożegnanie,wracamy z Tatą do domu, jest pięknie. To jest życie .
Mam nadzieję że się z Nimi zobaczę niedługo , na kursie !!
Wyników kwalifikacji nie ma .....pewnie z tydzień co najmniej będziemy czekać. Ekipa -oby wszyscy weszli, będzie miło!!
To będzie dobry czas!

Podziękowania dla znajomych wszystkich , ale w szczególności jednak dla Taty za udział, za to że to On bardziej niż ja to przeżywał jakby sam to robił , jakby leciał na Kasprowy i wspinał się. Dla Mamy , za leczenie, odbudowę mojego ducha walki "play the game..." , po chwilowym dołku , za świetne wyżywienie i za wszystko. Dla pani Doroty i pani okulistki za leczenie ,
i dla Tych co mi mówili że dam radę !!!
Dzięki i do następnego :)
"in plus" ++++++++

środa, 12 listopada 2008

11.11.2008 STrain 2

Czasówka na Przełęcz Kondracką ! 930 -1725
jest plan, motywacja, będzie na czas , na maxa !!
wpierw rozgrzewa do Małej Łąki ,
czas start !!
-polana Małołącka 17.50
-koniec polany 24.00
-obejście żlebu 34.00
-świstówki 41?? - 43??
-duży żleb 46-47 ( kryzysik lekki , że nie dam rady)
ale tu złota myśl!! Biegniesz, tak? A po co biegniesz skoro nie dasz rady? Daj se spokój ! Albo tak nie myśl tylko zaprówaj dalej!
Wybrałem drugą ......
-kosówki 52.30
no nie ma bata, w siedem minut ....to choćby nie wiem co będę tam! za blisko już
-55.30 przełęcz, stoper stop .
Siadam no ....dość tak zmęczony;) , ktoś pyta , "-I jak czas ? Dobry ?"
- Tak, bardzo !
Odpoczynek , i już spokojnie na dół , jest pięknie !
Jeszcze lekki bieg do domu
Tam dopiero odczuwam pełne zmęczenie. Popołudnie spędzone w skałkach , wraz z Anią , Kubą i Antkiem , ćwiczymy na przewodnicki ! Już po zmroku opuszczamy stanowiska na lejówce ! Czołówka ledwo zipie, zresztą tak jak ja .... Wieczór , do Kraka, studia . Koniec dnia walecznego :):):)
-

9.11.2008 Wodna pod pisaną

Całkowicie niespodziewanie a tak miło !
Spontan bez dwóch zdań , tu nie ma innego słowa . Gdzieś koło 14 , Ciseł dzwoni ,Wodna pod pisaną cel . Łatwa jaskinia. Ja w te klocki to całkiem łysy jestem , ale że dzień kolorowy to i tu się postanowiłem zapuścić. 5 minut później , Ciseł: "Władek ale nie masz klausrofobi? Bo tam będzie ciasno" ....hmmm nie mam , prawda?
Godzina 15.20 jest ekipa u wylotu dol.Kościeliskiej . Kuba, Ciseł , Ja
W tym momencie zaczynają do mnie dochodzić fakty : Ciseł ma w ogóle strój cały speleologiczny, Kuba ma komplet ubrania na przebranie , a ja ..... Chłopki, aż tak źle będzie ? ...... ja na wesoło , dresik,kurteczka , dobrze że wziąłem tabliczke czekolady, jakbym tam gdzieś utknął i miał 5 dni siedzieć zanim mnie wyjmą :D :D
Gdzieś koło 16.30 jesteśmy pod pisaną , może wcześniej . W każdym razie mnóstwo ludzi się tam wlecze, chodzą sobie spracerują ....a tu przecież trzeba zrobić akcję jaskiniową !! Jak w takich warunkach? Raz że to nie legalne dla nas, żadnych papierów , zezwoleń , nic .... dwa że turyści , a wejście do jaskini ....dosłowie pół metra od szlaku , wygląda jak lisia jama buhahahhaha , no nie powiedział bym wcześniej że tam można wejść !! Pierwszy Ciseł w swoim spec-stroju ! Dał dura niczym lis do nory , hmmm myślę , jeszcze czas się wycofać , bo jak tam utknę ?
Ale nic....wpadam jako drugi, wlekę za sobą plecak , pozycja ...jakby to opisać "zmodyfikowana na dżownice z ręką z tyłu ciała" , i tylko z zewnątrz słychać komentarze: "oni tam chcą nocować ? , nie pewnie tam mają jakieś schronisko" - pełne zdziwienie ludzi!!!!!!!
Kuba dał nura jako trzeci ! Teraz kolej przejść przez zacisk , okazuje się że "lisia jama" ma kontynuacje wewnątrz skał!! Jest tunel , widzę zacisk , no racja ciasno , dość , nogi przeszły , ściskam bary:D :D , głowa , i jestem po drugiej stronie , tu już większy tunel. Po koljnych 15 metrach jesteśmy na tyłach wypływu pisanej! Fantastiko!! Kto by pomyślał że to tak wygląda! Nawet z Cisłem podejmujemy się kompieli w rwących nurtach "początków czarnego dunajca" jak to wielu niegdyś uważało , są wrażenia , a woda!! lodówa, WARTO , będzie końskie zdrowie ;)
Kilka fotek , ruszamy na penetrację dalszych korytarzy! Długie drogi przebyliśmy , były rozgałęzienia i zwężenia, nawet dwupasmówki! Co gorsza wybrałem gorszy pas , co przypłaciłem kolejną ciasną skradanką,zostawieniem w połowie korytarza plecaka - bo by nie przeszedł:) , i śmiechami kolegów, którzy zdecydowanie bardziej komfortowo przeszli "drugim pasem" . Wkażdym razie po kilkunastu minutach docieramy do końca jaskini , czyli zawaliska ! Myślę że jakieś 150-200m w głąb ściany, przynajmniej ja tak się czuje, obserwujemy wdzięczne kolonie wielkich pająków, które o dziwo tym razem nie sprawiają na mnie wrażenia!! . Jeszcze chwila oddechu i wracamy. Ja niestety muszę iść gorszym pasem...po plecak , dłuży się to nam , ale wkońcu docieramy do głównej komory , ( bo człowiek to w takiej jakini może mieć dziwne myśli)
ostatni dotyk lodowatej wody, mierzymy się z zaciskiem , jeszcze trochę dżowniczki i znów na powierzchni !Ale uczucia..... nie dość że powietrze pachnie!! to jeszcze noc na zewnątrz , ile gwiazd !!
Wszyscy wygrzebujemy się na powierzchnię , turyści strzelają nam pamiątkową fotę , po kawałeczku czekolady - tej co miała być na 5 dni;) , chłopaki się dopakowują ....a ja running lekki do domu! bo za tydzień cały ....hmmm ciężki sprawdzian, ale o tym pewnie w przyszłości

I podziękowania:
Dla Cisła ,za oranizację i pomysł
Dla Kuby że cierpliwie znosił różne dogadywania nie zawsze kulturalne w jaskini i nasze wspólne dyskusje na temat słusznej trasy i mapy , i za towarzycho poprostu
i dla Mamy że podjęła się próbie wyprania tych ciuchów potem , bo jak to wyglądało....lepiej nie pisać już , ponoć piachu i mułu było tyle że można by obdzielić tym ze dwie piaskownice !