Dowiedziałem się niecałe dwa tygodnie wcześniej , dzień później pierwszy trening. Problem - nie biegałem dwa miesiące. Lekka trasa. Jest lepiej niż planowałem . To coś dla mnie !! Startuje , jeszcze w między czasie ma być bieg im.druha Marduły, ale ze względów finansowych nie startuje. Przychodzę na start , wielu zawodników, rośnie we mnie ambicja i taki żal że nie jestem po drugiej stronie, w czarnych obcisłych spodenkach i leciutkiej koszulce ..... ale trudno . Za tydzień ...za tydzień , to będzie inaczej !
Przygotowania , bardzo krótkie , 5 treningów biegowych , jedno długie górskie wybieganie. Dom- Sarnia Skała- dom . Jest dobrze. Płynny oddech , tylko że nogi bolą potem . Zaczęły się studia , jeszcze trzy treningi na Błoniach . Piątek - wracam do domu, tylko niebo ...jakieś takie nieprzyjemnie. Sobotni poranek - nie jest dobrze , ściana deszczu , w górach śnieg pewnie. Ale co tam , są emocje , nic że trzeba będzie wylecieć na Kasprowy w takich warunkach. Nikt nie mówił że będzie łatwo . Godzina 9.30 jestem w bazie startowej . Spotykam znajomych . Kamil i Olaf będą rywalizować w tej samej grupie wiekowej co ja . Wkoło mnóstwo zawodników . Około 10 wychodzę na start, i już po paru chwilach woda z cieka ze mnie intensywnie. Lekka rozgrzewka . Start..... poszli , próbuje wyprzedzać, droga wiedzę do Kuźnic pod górę , asfalt . Czołówka narzuca wysokie tempo , trzymam się taktycznie w środku stawki ;) Nagle wyprzedza mnie Olaf ! O kurka , to coś nie tak , czyżby jednak moje mniemanie że nawet jestem w formie to nieprawda? Jakieś dziwne myśli ..... ale po kilku minutach gdy tylko "peleton" wbiegł na szlak od Kuźnic , powraca spokój . Zaczynam wyprzedzać. Koledzy zostali z tyłu . Ukształtował się pewien rytm biegu, systematycznie i do przodu. Przed Myślenickimi wyprzedza mnie dwóch biegaczy , chwilę później ja ich mijam :) Tam chwytam butelkę , przerwa na picie, żel energetyczny i dalej . Jeszcze połowa drogi . Już mnie nikt nie wyprzedza , bo w sumie nie ma kto . Stawka jest mocno rozciągnięta i Ci co tu dziś królują są już daleko z przodu. Udaje mi się jeszcze wyprzedzić około 8 zawodników. Końcówka "biegu" to już szybki marsz w wysokim śniegu ,trasa jest obstawiona przez TOPR-owców. Naglę z mgły wyłania się szczyt.Ktoś krzyczy " jeszcze pięć minut" , rzeczywiście , po piątce melduję się koło stacji meteorologicznej . Czas 1h 13 min , miejsce 38 ..... no na 110 startujących :) Czekam na kolegów , nie są daleko za mną , przebieramy się , nareszcie ciepełko , bo trochę marznę , po biegu . Posiłek regeneracyjny ( banany) i na dół kolejką .
Tam w barze "Pod smrekami" czekał nas ciepły posiłek , gorące dyskusje zawodników i wreszcie o 15 rozdanie nagród. Było fantastycznie !! Gorąco polecam przyszły rok ! 2009 , startujemy!