Opis 1. Na suchy opis, rzecz biorąc ....
Rano wstaliśmy
Jechaliśmy czas spory.
Później podejście
Mozolne podejście
Dużo śniegu, a wyżej już mniej.
Lodowa Przełęcz. Hmmm ponad 2300
Zjazd. Ładny
Przedzieraliśmy się przez las.
A w lesie... narty nie chcą jechać - płasko
Koniec. Do domu
Opis 2. Opisując .... może zbyt dużo patosu, lub też tak po prostu, od serca.
Przed bladym świtem.
Niespodziewany - Szum budzika, znajome-niechciane dzwięki, brzdęk w uszach, ciepło poduszki i sen przerwany gdzieś w dal ucieka.
Nagły - Świst niespokojnych myśli w głowie. Strzał energii. Wstaję.
Gdy dzień się budził. Brzask
Grające radio polskie przeboje, Budka Suflera, Lady Pank, słyszysz?
Smak cytryny w herbacie, woń krojonego pieczywa i zapach kiełabsy, brzdęk termosu,
Buzująca w żyłach krew, jakby się coś gotowało, jakby miało coś kipieć, jakby serce chciało skakać, a płuca wciągnąć całe powietrze z przyciemnionej przedświtem kuchni
To poranek przed wejściem w przygodę. W Góry. Te poranki kocham najbardziej.
Znasz ten smak adrenaliny.
W ten spokojny poranek.
Warkot silnika, radosne słowa, uciekające za plecy kilometry
Zakopane-Łysa Polana-Jaworzyna-Poczta parking.
I lekki zefirek ciepego powietrza, i promień delikatny słońca pada na nasze twarze.
Zsssów zamków, klaps klamer, stukot butów, zatrzask zamku w samochodzie. Ruszamy.
Wśród wsi śpiącej.
Refleksy słońca spomiędzy gałęzi i domów ,
Refleksy nierównej gładzi lodu pod nogami, ślady traktorów, ślady ludzi i zwięrząt - to Jaworzyna Tatrzańska
Opuszczony szlaban TANAPu, ślady dwa narciarskie gonią się po śniegu.
Śledzone - przez nas. Jednak nie byliśmy pierwśi. I dobrze - bo przetarli
Już teraz.
Już teraz słyszę wyraźnie ciebie, górski potoku,
Już teraz wsłuchuje się w głos lasu o poranku
Już teraz jestem tam, gdziem tylko marzyć bym mógł być.
Jaworowa - Ty nieznana dolino.
Tak długa, pusta, bezludzka.
Pamiętam jak idąc pierwszy raz tędy - bojąc się ciszy i samotności śpiewałem głośno piosenki
Długo lesie gęsty towarzyszysz mej wędrówce, długo rzeko pod nami szumisz, nim zginiesz pod lodem
Idąc myślałem tak wiele. O tobie rzeko, o tobie lesie, o was góry, i o Tobie.
Ponad lasem.
Słońce wisi wysoko ponad Siedmioma Ryglami
Tam hań w górze widać czwrókę taterników.
A u nas..
Trrrzask, skrzyp, duuuum duuum,
To śnieg tak woła, prażony przez słońce
Stoję na granicy słońca i cienia.
Słońce wkrada się coraz wyżej, śnieg krzyczy. On się broni przed ciepłem.
Pod osłoną skalnych ścian
Chłód i lekki powiew wiatru, kosówki maleją
Drobniutkie punkty w dali doliny widać
Wpierw szerzej, później węziej, stromiej, i wyżej
Zygzaki przecinają zboczę
Arena słońca
Widzę błękit nieba, naglę smuga, kłęby dymu białego
To samolot - tak blisko przelatuje
Niebo się odcina od śniegów doliny.
Łączą je góry strzeliste, zanikające turniami w niebiosach
Znów blask oślepił oczy.
Cienie Granitowych Monumentów już pod nami
Ciepło przenika skórę przez wiatr niesione
Czy to wiosna, czy też przed-wiośnie w Tatrach?
Ciało chłonie ciepło i słońce.
Najstromsze zostawiamy za sobą zakosy
Nastał czas by zdjąć narty.
Widzę góry oblepione białym korzuchem,
Otulone w pieżynę srebrzysto-białych kryształów
Z każdym krokiem odsłaniam horyzont,
Góra za górą się podnosi,
Wtem widzę pola śnieżne rozległe, doliny dno Stawów Spiskich
Siodło Przełęczy pod mymi stopami
Przełęcz.
Sami jesteśmy.
Raz cisza, raz radość naszych głosów,
Raz wiatru słucham, raz opisuję me wrażenia.
Pięknie jest stanąć u celu wycieczki.
Przyszli inni od strony południowej
Ahoj.
Minuty mijały niczym nie zakłócane
A teraz narty mam na nogach,
Klamry mam dopiete mocno
Foki spod nart zdjęte chłodzą me ciało, ukrytę pod koszulką
Kijki już schwycone w 3/4.
Gotowy? Powodzenia mówię, sam dziękuje. Jadę. Jaworową.
Znasz to uczucie prawda ? Jadę.
