Relacja z wyprawy w Góry Stołowe część I
“Przygoda,przygoda każdej chwili szkoda”
Plan był taki : Jedziemy gdzieś w góry, gdzie nie byliśmy jeszcze. Ustaliło się że Stołowe, I Orlickie I do Bystrzycy przez Bystrzyckie ! Przygotowania poczynione , są noclegi , wstępne zarysy tras . Ale wiadomo ...że w drodze się wiele rzeczy może pozmieniać
Ekipa: Wiktor.J – jako podróżnik już zaprawiony w wyprawach.Takie oparcie całej wyprawy.
I ja – jako ...ja. Entuzjazm . Jadę w góry przecież !! :)
Dzień I
15.00Zbiórka, kupujemy bilety na pociąg , czekam na Wiktora
I teraz tylko oby pociąg był na czas .... bo na przesiadkę we Wrocławiu jest tylko 20 minut. Jest nadjeżdża punktualnie!
17 Wyjazd z Krakowa.Wsiadamy. Gdzie? > Pierwszy wagon, zbyt tłoczno, to do tyłu.
Wagon 3. Przedział pierwszy od drzwi , wsiadamy, towarzystwo trzech kobiet. Zapowiada się więc spokojna podróż. Pierwsza pani wysiada w Katowicach. Wiktor Śpi . Jedna z dziewcząt zgodziła się zrobić nam zdjęcie. Tzn. Wiktorowi jak śpi i mi :)
OOOooo I proszę ! Zawiązuje się rozmowa :) Poznajemy Kasię i Monikę . Jadą też do Wrocławia .
Podróż mija wyjątkowo szybko i wesoło . Rozmawiamy o studiach , tańcu ,awf'ie , w końcu zaczynamy coś nieśmiało śpiewać w przedziale. Koleżanki są bardzo sympatyczne , a że rówieśniczki nasze to już w ogóle ;)
19.50Jesteśmy we Wrocławiu. Dziewczyny wskazują nam dworzec PKS , ruszamy w dalszą drogę ! Tu przesiadka w mniej komfortowy środek transportu. Oczekiwałem jakiegoś wygodnego autobusu ....tymczasem na peron wtacza się jakiś stary bus <> Kierowca sprawia miłe wrażenie i zaprasza do środka , nie przeszkadzają mu nawet nasze wielkie plecaki . Zasiadamy na ostatnich dwóch wolnych miejscach. I też kogoś poznajemy ! Wprawdzie nie już tak miłe towarzystwo jak Wrocławianki. Między nami siedzi na pozór typowy staruszek , koło 60 lat , z kulą , wygląda na schorowanego. Po chwili zawiązuje się rozmowa. Ten staruszek okazuje się „przepomponem” ;) !! Czyli przegościem !! Opowiada nam historie jak to żył , kim to on był , gdy był młody !! I tak żeby nie rozpisywać : wspinacz , ratownik WOPRu , płetwo nuerk , skoczek spadochronowy , a gdy opowiada historie jak wyciągnął z zarośli przybrzeżnych rękę trupa , lub gdy skacząc ze spadochronu trafił w betonową płytę i skręcił kręgosłup..... to ja już w ogóle , no szacunek dla człowieka , że dużo przeżył ! Stracił zdrowie , miał jeszcze wypadek samochodowy. Podróż szybko mija ! 100 km opowieści . Tzn Wiktor nie za bardzo w to wierzy ...ale ja chyba wierze.
22.10 Docieramy do Kudowej Zdroju. Odnajdujemy nasz hotel! W każdym razie jest ciepła woda! Poczyniamy ostatnie plany na następny dzień ! Godzina 23.15 kładziemy się spać.Szykuje się ciekawy dzień
Plan aby wstać przed 6.
Dzień II
Istotnie udaje się nam wstać o 6 ! Po pierwsze spojrzenie za okno- jaka pogoda , bo jeszcze wczorajszego dnia to budziło nasz niepokój , ale wygląda nie najgorzej, może nie będzie padać :) Idę do sklepu po chleby, świeże poranne powietrze, słoneczko ! Jest entuzjazm !
Śniadanie, pakujemy się I w drogę.
Wyruszamy o 7.30 . Wpierw do centrum Kudowej Zdroju , wchodzimy do pijalni wód , tu próbujemy lokalnych smakołyków ! Tak, niewątpliwie jak się czyta sam skład tych wód to człowiek się już robi zdrowszy. Tyle tych kationów I anionów że , w samych labolatoriach chemicznych ciężko by znaleść :) Wypijamy spore ilości mineralnej. Kasjerka jest zadowolona z naszej obecności ! W końcu jesteśmy pierwszymi klientami w tym dniu !
Wyruszamy zielonym szlakiem do Czermnej , tam odnajdujemy słynną kaplicę czaszek. Niestety jest zamknięta. Widzimy tylko kilka czaszek przez szybkę, a ponoć jest tam kila tysięcy szkieletów!
Po kilkunastu minutach szlak wprowadza nas w końcu w prawdziwe góry! Spotykamy pierwsze formy skaliste.Skałki prawie jak z filmów o boulderingu ! Nie oczekiwałem że Park Gór Stołowych wygląda w ten sposób. Bardzo miłe zaskoczenie. Przymierzam się delikatnie do jednego boulderu. Z mizernym skutkiem ;) . Idąc dalej spotykamy sarny na naszej drodze. Idziemy dalej.Skałki się rozrastają ! Tak , to znak że jesteśmy przy Błędnych Skałach. Kupujemy bilet I wchodzimy w tę atrakcę którą przewodniki określają jako jedno z najciekawszych miejsc. I rzeczywiście przepiękna sprawa! Szczeliny, przeciskanie się w wąskich korytarzach, załamania skał, prawdziwy labirynt skalny. Przez moje gapiostwo omało co nie gubię noża, który wypadł mi jeszcze przy wejściu do labiryntu. Na szczęście ktoś go znajduje I mi zwraca. Nerwy, bo ten nóż jest fantastyczny, gdybym go stracił.....
12.00wychodzimy, ruszamy szlakiem w kierunku Fortu Karola . Pogoda się psuje I zaczyna lekko kropić, ale tylko na chwilkę. Robimy przerwę na drugie śniadanie . Podziwiamy stary las , częściowo zniszczony. Kwaśne deszcze? A może choroby drzew ?
O 13.05 jesteśmy przy Forcie. Z tąd roztacza się widok na Szczeliniec , jest tu też całe mnóstwo skałek. I tym razem, próbuję na nich swoich sił dokonując nie do końca spektakularnego wejścia na resztki muru Fortu Karola.
Przechodzimy przez wieś Karłów , wpadamy do sklpu po Jogurciki I soczki. Dawno nie jadłem tak dobrego jogurtu. Podejście na Szczeliniec okazało się nie najkrótsze , gdyż wybrałem dłuższy wariant , który ponoć miał być dużo ciekawszy . Był co najwyżej inny. Przed decydującym podejściem rozbieram polar( ważna rzecz ;) . Tak , chwila ostrzejszego podejścia I zdobyliśmy górę :P Godzina 14.50 . Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę , jednak największą uwagę przyciągają spękane ściany piaskowców tworzące imponujące szczeliny I rozpadliska. Nagle Wiktor spostrzega coś strasznego ! “Władek , gdzie Ty masz okulary ! Miałeś je przecież cały czas na głowie” Ups ..... to ten polar na dole. Spadły pewnie jak go zdejmowałem . A tu pragnę dodać że chodzi o me ulubione już okulary , nie ma co, bardzo pamiątkowe I w ogóle ...... Bez zastanowienia zostawiam wszystko pod opieką Wiktora I zbiegam pośpiesznie w dół . Przeszukuję cały obszar . Nie ma :( Co za głupota ! Trzeba być ...... żeby zgubić okulary ! Wracam pochmórny na górę . Aż tu pewna złota myśl ! Wiem gdzie są okulary ! No przecież ! Jak się wspinałem na Forcie Karola to je zdejmowałem ! Tak są tam na pewno ....... 1,5 h drogi za nami .... Szybka decyzja , rozdzielamy się z Wiktorem , niech on idzie naszą planowaną trasę , ja wracam , może jeszcze tam są . W drodze powrotnej przechodzę przez labirynt Szczelińca , niestety nie zwracam na niego tyle uwagi na ile zasługuje .... zbytnio się spieszę , jeszcze tylko rzut okiem na panoramy z dwóch punktów widokowych . Odnajduję w ścianach jakieś drogi wspinaczkowe . Chciałbym tu kiedyś wrócić. Na wspin. Tymczasem udaję się w drogę powrotną dla wzmocnienia w tym samym sklepie kupuję kolejny jogurt, spotykanych ludzi pytam o okulary . Bo może jednak .....może coś wiedzą. Pewien Czech coś mówi o jakimś człowieku , coś o okularach . Nie za bardzo go rozumie. Kolejna kobieta już rozwiewa tajemnicę. To przede mną idzie Wiktor I tak samo wypytuje o moje okulary . Nie zostawił mnie ! Idzie tą samą trasą :) I teraz...... 16.50 , metry dzielą mnie od Fortu . Jest Wiktor ! Ma coś na głowie ! Są okulary ! Dziękuje Boże ! Ustalamy nową trasę , myślę o szlaku niebieskim , bo najbliżej do celu . Tylko 4h . Ale Wiktor wybiera żółty 5,5h do Dusznik ale za to prowadzi przez torfowisko I Skalne Grzyby. Zgadzam się. Zapowiada się na burzę. Ale I tak już wystarczy szczęścia na dziś. Przecież znów tyle rzeczy mi się udało! A niech nas zleje. O 17.10 wyruszmy z Karola , mija kwadrans , ulewa. Zarzucamy pelerynki I dawaj dalej. Gdy przechodzimy w pobliżu Białych Skał zaczyna się gradobicie , potem znów tylko deszcz. Nie za bardzo jest okazja do podziwiania gór . Ale to też jest piękne ! Czuć zapach lasu , czuć te góry. Fantastyczne. Mijamy torfowisko którego nie ma , wchodzimy na ścieżkę przyrodniczą Niknącej Łąki, jest to chyba jedyne w tym parku tak dobrze zachowane torfowisko.O 19 docieramy do Skalnych Grzybów, istne grzyby z kamienia , nie ma co warto było zobaczyć. Pociesza nas fakt że na słupach kierunkowych do Dusznik jest opisane jako tylko 4,5h drogi ! Dotrzemy w nocy . O 20.30 zapalamy czołówki , dochodzimy do wsi Batorów. To miał być już koniec trudności. Deszcz ustał zupełnie . Wchodzimy znowu w las. Jakiś kościół na wzgórzu, rozdwojenie dróg , ale nie widać szlaku. Metoda: Wiktor w lewo ja w prawo , jak ktoś znajdzie to krzyczy. Nikt nie znalazł :/ Okazuje się że szlak skręcał tuż za kościółkiem. Tracimy 10 minut. Nie mija kolejne 10 minut jak sytuacja się powtarza , znów w dziwnych okolicznościach gubimy szlak :/ W końcu udaje się dotrzeć na skraj jakiegoś urwiska . W oddali widać światła Dusznik. Zaczyna jednak padać deszcz. Posilamy się czekoladą I w drogę. Szlak wychodzi na pola.Podążamy za koleinami . Jakiś dom stoi . Nie ma szlaku ! Znów . Po pewnym czasie znajdujemy z Wiktorem wspólny język I ustalamy dokąd się mamy udać aby znaleść szlak . Nie jest łatwo , ale się udaje. To był dobry plan ! Staramy się iść najdokładniej jak tylko mapa wskazuje. Szlak wzdłuż potoczku , wzdłuż potoczku . Deszcz się wzmaga, pora coraz późniejsza. Gubimy szlak :( Wiktor chce go szukać , decyduję że zrobimy inaczej I pójdziemy po prostu wzdłuż potoczku. W pewnym momencie w lesie spostrzegam wielkie świecące oczy, inne niż te wcześniej , to nie sarenka . Ale pewnie Jeleń , duży Jeleń . No tak na pewno ! Nie ma co ! Już go nie widać, sprawdzam jednak odruchowo czy nóż jest na swoim miejscu. Udaje się nam dotrzeć do jakiejś drogi. Jesteśmy przemoknięci. Jakoś nie specjalnie mamy ochotę wchodzić w następną polankę , tak za szlakiem- kulturalnie. Jest przecież jakaś droga asfaltowa. Jedzie samochód, machamy, mija nas. Jest następny, młodzi ludzie mówią nam o jakimś moście. Tak to pewnie ten co go tu niedaleko na mapie widać .... jest dobrze! Idziemy chyba z kilometr, mostu nie ma . Ale już wiem o co chodzi! Jesteśmy w innym miejscu na mapie ! Trochę wcześniej ....to się zagalopowaliśmy, aż ciekawe że ten szlak rzeczywiście szedł przy tym potoczku wcześniej :P W każdym razie nadkładamy z 2km . Teraz już jest ładna droga asfaltowa , deszcz ustaje. Jednyne co to zmęczenie ....spotykamy jeszcze po drodze grupkę lokalsów którzy zarzucają nam wpierw kradzież słupków przydrożnych , a po chwili jednak zapraszają na kielona. Nie wyglądają zbyt przyjaźnie , z drugiej strony spieszy się nam przecież więc nie mamy zamiaru skorzystać :D
Tak ,udaje się nam ich lekko wymanewrować I czym prędzej się od nich oddalamy. 23.30 docieramy do Dusznik, odwiedziny sklep 24h , zakupy ....czyli chleby I mineralka , na jogurcik już za późno. Teraz podejście do schroniska pod Muflonem.
O godzinie 00.20 meldujemy się na miejscu! Tam tymczasem trwa impreza w najlepsze. Studenci socjologi rozkręcają zabawę ! Udajemy się do pokoju . Standard uboższy niż noc wcześniej. Ale za to cena ! Studencka – 14 zł . Oglądam nogi ... nie najlepiej . Zrobiliśmy prawie 50 km. Jak Bergson :PP . Tuż przed snem udaję się jeszcze na korytarz , I tu jakie zaskoczenie ! Spotykam znajome twarze .... to klasa 2 z mojego wspaniałego liceum wybrała się tu na wycieczkę ! Jest też moja pani egzaminator z zeszłorocznej matury ;) Zamieniamy kilka zdań , wspominamy to I tamto.
Bo I ja kiedyś z tą panią byłem na wycieczce. Pamiętne czasy Londynu. Rozmawiamy jeszcze kilkanaście minut z dziewczynami, poznajemy studentów Socjologi . Tzn pomagamy im wrócić do pokojów ;) Dziewczyny godzą się przyjąć na kaloryfery w swoich pokojach część naszej mokrej odzieży. Teraz czas do spania ! W końcu ! Godzina 3 , powiedzmy. Sen :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz