wtorek, 1 kwietnia 2008

Bergson Winter Challenge - ralacja


Wielki rajd ! Bergson ! Ciężko ! Wielu rezygnuje ! Zima !
Ja ? Startować ? Teraz .... miało być dopiero w maju na North Face Adventure Trophy
Przecież to już tylko miesiąc do zawodów , aż tyle za wpisowe ? Sprzęt ....dużo go trzeba mieć ,
Czy dam rady ? Czy dam rady ?
Takie pytania krążyły po głowie ....gdy Dawid Studencki w drugiej połowie stycznia zaproponował mi start . O Adventure Race myślałem już wcześniej . Dawid wspomniał mi już o tym w wakacje , naszym celem miał być maj 2008 . Zawody North Face . Mieliśmy zacząć trenować już jesienią , biegać , rower , jakieś techniczne przygotowania ...ale wyszło jak wyszło . Nie biegałem zbyt wiele, może kilka razy , rower ...ostatni raz końcem września , technika - nic , przyszła zima - narciarstwo , wspinanie na panelu . A tu nagle taka propozycja . Lecz myślę : trochę tej kondycji mam , coś tam czasem się ruszam. Ale czy jednak startować ? Czy dam radę? Kilka dni później Dawid piszę że mu odradzają start , sam się waha. Nie wiem co robić ..... nie ,chyba jednak nie , przygotujemy się na maj - myślę . Mamy się spotkać i pogadać jeszcze , zdecydować coś w końcu . W międzyczasie pierwsze treningi biegowe po Błoniach krakowskich. Hmmm nie jest najlepiej , jakaś "zadyszka" , zakwasy lekkie , tempo nie takie jakby się wydawało .
Podczas spotkania spokojnie omawiamy za i przeciw .
A więc Za - A więc starujemy .
Trenowaliśmy osobno. Ja - Kraków , Błonia- areną przygotowań , Dawid - Kościelisko, góry .
Powoli kompletujemy sprzęt , dokupujemy czego nie ma .Brakuję ubezpieczenia , kijki trekingowe już są , czołówka jest . Nagle okazuje się że opony z kolcami by się przydały. Zamawiam - Allegro. Znów niepokój ....czy warto , już za późno by coś zmienić, koszty , poświęcenie , po co? Po to by się tam skrajnie zmęczyć? Przygoda - TAK , Adrenalina - TAK ale aż tam ? W taki sposób ? Są przecież inne drogi......Nie nie , myślę , jednak warto , jestem tego pewien . Chcę tam być !
Na liście startowej dumnie brzmią słowa : 65 WOSzK Gronik Juniorzy 1. Dawid Studencki- kapitan 2.Władysław Bętkowski
Dawid już z pewnym doświadczeniem , ja - bez doświadczenia , pierwszy raz !
Miesiąc szybko zleciał . Został tydzień . Niedziela 24.02.2008 . Godziny południowe . Lekkie słońce , ciepło . Jak na nasze zimowe warunki, mało śniegu w Kościelisku, więc pewnie i mało w Tatrach :)
Nasz pierwszy wspólny trening. Pierwszy i ostatni przed zawodami. Bieganie w Reglu Dolnym . Wziąłem nowy rajdowy plecak , lekki balast do środka, zobaczymy jak się spisze. Biegniemy w Małą Łąkę. Tempo Dawida , coś nie tak .... pierwszy podbieg - odstaję , Dawid czeka na mnie, Dolina Miętusia , Kościeliska , Lejowa , podbiegi - nie jest najlepiej . Zostaję zawszę z tyłu . Źle się z tym czuję. Przecież trenowałem . Lejowa skałki , odpoczynek , wypijamy coś , Dawid mówi że nie jest źle , że damy radę ! Dobrze że mnie wspiera , a przecież mógł by powiedzieć: "Miałeś się przygotować , tam będzie dużo gorzej , co robisz ! " Końcówka , już mi się lepiej biegnie. Jestem w domu . Czas 2h . Mocny trening , tak to powinno wyglądać zawsze

28.02.2008 Wyjazd ! Godz 12.00 wyruszamy w stronę przygody !
Z Kościeliska jadą trzy zespoły.
WOSzK Gronik Tomasz Bartkowiak i Andrzej Błaszczak
WOSzK Gronik Juniorzy Dawid i Ja
WOSzK Gronik Strong Czesław Studencki i Paweł Zieliński

Jesteśmy na miejscu o 16.00
Zameldowanie. Odprawa kapitanów . Dostajemy mapy !
Czuję w powietrzu tę całą atmosferę ! Bergson tuż tuż ! Wkoło pełno młodych ludzi, wszyscy załatwiają ostatnie sprawunki , szykują sprzęt
Wychodzi na to że z Dawidem jesteśmy najmłodszą drużyną :)
Wieczór. Pogoda ładna. Śniegu nie widać . Jesteśmy zapakowani , oddaliśmy przepaki . Teraz taktyczne posiłki wzmacniające , napoje - nawodnienie organizmu . Zostały 2h do startu . Analiza map , planujemy trasę. "A może tędy ? Polećmy przez las , będzie szybciej , tu nie ma zbyt dużej różnicy wysokości" , pojawia się wiele pomysłów , jakieś drobne spory . Na szczęście Paweł - nasz nawigator spranwnie sprowadza nas na ziemię, widząc wiele naszych "skrótów"
Trasa ustalona ! Jest optymizm ! Będzie ekstra ! Tak , A coooooo!! Plan : odrywamy się od Nich polecimy sami z Dawidem , przygoda !! Nie potrzebujemy pomocy starszych, doświadczonych ( czyt. WOSzK Strong ) lecimy na własna rękę .Zrobiło się nerwowo , mówią nam : plan był inny. Lecimy razem .
Takie są ustalenia końcowe .

Godz 21.30
Piwniczna - rynek . Prezentacja zespołów. Czuję że mam w sobie tyle energii że nie wiem co ! Wchodzimy na scenę , zdjęcia . Uśmiechy , radość .
Przed startem rozgrzewka, przepełnia nas euforia ! Dawid coś tam mruczy.....poczekaj poczekaj , zobaczymy czy jutro o tej porze tęż będziesz taki uśmiechnięty . On sam jednak jest wyraźnie zadowolony. Mamy świadomość że będzie ciężko. ALE PO TO TU JESTEŚMY.
Zostawiamy plecaki , zostawiamy rowery . Pierwszy odcinek : 5 km bieg na orientacje.
Dochodzi 22. Przemowa Burmistrza. Wszyscy ustawieni na starcie . Końcowe odliczanie : 10 ....9...6....5....3....2.....1.....

Godz 22.00 Start !!!!!!!!
Wystartowaliśmy , wkoło mnóstwo światełek- aż 60 zespołów , zawodnicy przebiegają pod bramą startową, ciężko odróżnić "swoich" , czołówki , światło czołówek . Wszędzie. Biegniemy za tłumem :) Nawigator jest z nami ! Pierwszy punkt , drugi punkt , idzie coraz ciężej , przebijamy się lasem , chaszcze, lecimy na jakieś wzgórze , nagle polana. Widzimy już tylko kilka ekip . Cała reszta się rozmyła. W końcu to bieg na orientację. Wyjmujemy mapę, tędy dalej pod górę? Nie , nie w dół , jest 3 punkt , punkt 4 , ostatni punkt na moście nad Popradem i z powrotem jesteśmy na rynku w Piwnicznej . 31 miejsce , 0,58h
Etap drugi rowery . Jest 23 . Przejazd na punkt kontrolny 2, Bacówka na Obidzy , podbijamy karty i pędzimy w dół. Tu pierwszy kontakt ze śniegiem. Szosę pokrywa śnieg , miejscami lód. Trzeba uważać. Punkt 3 Bacówka nad Wierchomlą. Efektowny podjazd. 38 km za nami . Jesteśmy. Czuję się świetnie. Jest super . Zmęczenie ... minimalne . Świetnie . Przepak , rowery zostają , tymczasem kije trekingowe w dłoń i napieramy! 24 miejsce 3h 50 .
Teraz treking . Ponad 60 km . Idziemy non-stop cały czas góra-dół . Kiciarz ..... Radziejowa 1266 m.n.p.m . Tam zadanie specjalne. Wejście po siatce komandoskiej i zjazd linowy . Rytro -zamek ...... Podejście na halę Łabowską....... i znów Wierchomla . 23 miejsce . 19h 19 min . Ten czas ...te kilkanaście godzin . Dało się zapamiętać . Nogi - mam odciski , ubranie całę mokre , ciężko mi już logicznie myśleć . Brak snu robi swoje. Działo się .... zgubienie trasy , trochę inne podejście niż planowaliśmy , skrót który nie był skrótem . Jest ciężko . Ostatnie kilka godzin pokazały mi granice... moje granice. Bo kiedy ciało mówi że już nie , a jednak się idzie na przód , się napiera . Dawid ma całkowicie odparzoną nogę . Buty mu przemokły w śniegu . Wszyscy zmagaliśmy się z tym trekingiem . Zmagaliśmy się ze sobą. A teraz , jest wieczór , ciepły posiłek , krótki odpoczynek . Rowery i w dół . Już będzie lepiej . Tylko ta pogoda...... leje , a może sypie , mokry śnieg, zimno . Rozpoczynamy ostatni etap!
Osobiście dla mnie będzie to ciężki etap , wiedziałem że dotrę do mety , za daleko zaszedłem aby teraz odpuścić .Bałem się mrozu , strój mokry , buty mokre a tu dochodzi teraz jeszcze wiatr. Nie było jednak mrozu. Koło zera stopni. Czeka nas zjazd z Wierchomli do Krynicy - bardzo czujny , droga pokryta śniegiem , woda spływa strumyczkami , jest ślisko , wielu rowerzystów zjeżdża koło nas . Kilka krotnie jestem bliski upadku , jadę cały czas skupiony , hamulce jakby nie hamowały zbyt mocno , obydwa zaciśnięte a do tego jeszcze w wielu miejscach trzeba hamować nogą . Opony z kolcami nie zawsze pomagają . Koleiny , ciemno . Raz wywracam się . Potem odcinek po "kocich łbach" , o już gorzej być nie może ! Teraz asfalt , jedziemy , mijają kilometry , jeden , drugi , dziesiąty , dwudziesty , kilometr za kilometrem . Coraz bliżej , podjazd przez wieś Kotowa , naprawdę tak stromego podjazdu nie widziałem . Punkt kontrolny . Już tylko dwa ! Teraz zjazd tą samą drogą , i dalej zjazdy , jesteśmy już bardzo nisko , i dalej w dół . A tu w myślach...że przedostatni punkt , jest tam wysoko w górze , hala Łabowska , wysoko , tymczasem ciągle w dół . W dół , w dół , ojjj będzie podjazd ! Jest droga którą sobie upatrzyliśmy . Jadą z nami jeszcze z dwa- trzy zespoły . Zaczyna się . Podjazd , i tak jak mówili , będzie świetny asfalt . Naprawdę nie do wiary . Droga leśna , już nie widać prawie domów a tu taka nawierzchnia. Powoli posuwamy się pod górę . Śniegu jeszcze nie widać ! A przecież tam na Łabowskiej go tyle było ! To znaczy że jeszcze daleko . Zmęczony jestem , zdarza mi się przysnąć na kierownicy ;) , na szczęście gdy rower zaczyna zjeżdżać z asfaltu orientuję się . W pewnym momencie z chodzimy z rowerów . Zmęczenie . Bez słów , w milczeniu prowadzimy je pod górę . Zakręt , zejście na inny szlak . To znak że już tylko 3 km . Lód na szlaku . Trzeba uważać . Mgła ogranicza widoczność . Przez moment tracimy orientację , oddalam się od drużyny . Dzwoni Dawid
- Benos gdzie ty jesteś ? Zjechałeś tamtą drogą w dół ?
- Tak , bo myślałem że jedziesz przede mną
-Nie ja jestem tam na górze , wracaj , to zła droga
Jest godzina 2 w nocy. Stoję w miejscu wkoło nie widać nikogo . Zastanawiam się co robić . Wracam pospiesznie pod górę , złość we mnie narasta, że przeze mnie stracimy cenne minuty . Są . Więc którędy ? Rozmowa z nawigatorem ; tak jednak dobrze pojechałeś.
Jesteśmy na hali Łabowskiej , stąd już tylko zjazd do Piwnicznej . Oznaczenia : szlak turystyczny. To najlepsza droga. Okazało się że rowery trzeba było sprowadzać , tylny hamulec nie działa , klocki się zdarły. Ale Dawid ma większe zmartwienie: oba hamulce nie działają . Wraz z Jego tatą, Czesławem Studenckim, zmagają się z rowerem . To były ciężkie chwile. Ostatnie takie ciężkie . Teraz przeprawa przez potok , i jest droga ! Można jechać na rowerze , jechać :) Dawid ze swoim tatą jadą na holu. Jeden rower ,drugi holuje.
Jednak już wiem , mam pewność! Jesteśmy ,dotrzemy , wzrasta w nas radość . Piwniczna, rzeka Poprad . Tu ostatni punkt kontrolny. Przeprawa przez rzekę mostem linowym . Po drugiej stronie rzeki , zmęczeni znów wsiadamy na rowery , teraz dochodzi jeszcze ból rąk spowodowany podciąganiem się na linie . 200 metrów , 100 metrów , jest rynek , pusto ,ciemno , nagle kilku ludzi wyskakuje z samochodu , robią zdjęcia , witają Nas .
Tak to już koniec . To już Meta !!
Godz 3.47 23 miejsce . Ponad 29 godzin zmagań non-stop
Jesteśmy skrajnie wyczerpani.Jesteśmy szczęśliwi

Chciałbym podziękować zespołowi naszemu , czyli tak właściwie naszym połączonym zespołom :)
Czesławowi Studenckiemu - za to że poza całym trudem włożonym w zawody był jeszcze naszym kierowcą i odwiózł z powrotem do domu
Pawłowi Zielińskiemu - naszemu nawigatorowi za to że DOTARLIŚMY na metę
Dawidowi Studenckiemu - że mnie w to wciągnął i motywował do treningów
Oraz zespołowi WOSzK Gronik Tomkowi Bartkowiakowi i Andrzejowi Błaszczakowi. Byli mocni , bardzo mocni . Oni zajęli 9 miejsce !
Oraz organizatorom BERGSON WINTER CHALLENGE za wspaniałą imprezę , za niezapomniane przeżycia

1 komentarz:

Max pisze...

Z niecierpliwością czekam na dalsze relacje!