środa, 17 czerwca 2009

11.06.2009r Jaskinia Kryspinowska


Jaskinia Kryspinowska 11.Jaskinia Kryspinowska 11.06.2009r Przerwa w sesji , wyjazd do jaskini Kryspinowskiej. Działalność wyjątkowo klubowa !! Bo wszyscy to byli Nasi :D :D Wpierw w planach była J.Twardowskiego, ale że nasz Maju ma swą tajemną siłę przekonywania , to nie mogło być inaczej.Zmiana planów Zgoda ?? No to zgoda ! Idziemy do Kryspinowskiej. A teraz może o mnie jako o grotołazie... Niebezpieczna rzecz , mało doświadczenia ....duże gabaryty . Czyli nic dobrego !! Więc nie dość że mogę pomylić korytarze i wleść w złą dziurę ...to z powodu rozmiarów z łatwością już tam utknę , a technicznie się uwalniając ugrzęznę jeszcze bardziej. Hmmm ale coż , może nie będzie źle. No nie ?? Prawda no przecie ... żem chłop zwinny. W każdym razie stanowię cześć ekipy :D:D Maju, Bartek, Kućiu i Ja . Wyjeżdżamy z KrK około 11. Maju spóźniony ...... czemu ?? I tu powinna się zacząć osobna historia o jego osobie!! W każdym razie autobus zatrzymuje dosłownie w biegu , po czym chwiejnym krokiem dociera do kierowcy i z wielkim przekonaniem mówi : „strrreefowy proszę”. Maju !! Coś Ty zrobił ?? -A nic chłopaki , złapałem wczoraj „smaka” ........ i skończyłem nad ranem. W Kryspinowie upał jak rzadko, (chyba) leje się żar z nieba, spotykamy więc Kucia. Otwór jaskini znajduję się za domostwami , ogrodzony pięknym płotem z wielce uspokajającą tabliczką : jaskinia udostępniona do ruchu turystycznego ! Około 12.00 wkraczamy w jej czeluści ! Niczym kowboje na dzikim zachodzie ...a więc w samo południe. Idę pierwszy, jak coś to będą mnie wyciągać za nogi ;) Po zejściu „popod drzewka” dochodzę do komory wstępnej.Pierwszy kontakt z brudną ziemią , robale chodzące tu i tam. Hmmm a może wracamy?? Nie werbalizuję jednak moich myśli,koledzy już tu są. Okazuje się że zostawiamy plecaki. Skoro szef tak mówi .... zostawmy. W ten sposób jesteśmy gotowi do właściwej penetracji jaskini. Dalej idę pierwszy, małe zwężenie,ostry zakręt, zagłębienie ...STOP -Yyyy, panowie. A może jednak bym zostawił telefon w plecaku ... mówię niepewnym głosem. Śmiech. -Benos, a co Ty tam chcesz do mamy dzwonić ?? Telefon powraca do komory wstępnej. To była chyba moja najlepsza decyzja tego dnia! W kieszeni pozostaje tylko czekolada , kompas i mapa :) Czekolada - to tak jakby trzeba było koczować cztery dni w oczekiwaniu na Jurajską GOPR Po przejściu kilkunastu metrów docieram na skraj przepaści !! A już co najmniej dużych rozmiarów uskoku. Mam pod sobą trzy metrowy komin , otoczony gładkimi ścianami . Jestem przygotowany na najgorsze, lecz schodzę w dół. Z sukcesem :) Koledzy pokonują go sprawniej..... nie dziwota zresztą . Przecie się uczę dopiero :D:D . Jesteśmy w wielkiej sali. Z niej rozpościera się wspaniały widok na otaczające korytarze. Ale nie nie , zmiana kierownika . -Maju idź pierwszy !! Ja już swoje zrobiłem. Zajmę się zabezpieczeniem tyłów.Ruszamy w długi korytarz, wąski, ciasny, kręty. Pierwsze zetknięcie z jaskinią na poważnie , manewrując swymi długimi nogami które nie zawsze chętnie zwijają się jak powinny , rozmyślam o wolności. Wolności jaką dała by mi teraz wolna nieograniczona niczym przestrzeń. Ale cóż ... jeszcze ktoś dorzuca „Klaustrofobii nie macie??” -Nie no skądże. Odpowiadam w myśli . Ehhh, jakieś rozwidlenie, kolejny korytarz,jeziorko jakieś w dole. Pięknie no! Pięknie jest ! Ciasno ale pięknie. Nie da się opisać. Tymczasem jednak zreaktywowałem swe siły.-Maju szeryfie ! Zmiana. Z pobieżnych ustaleń wynika że wiemy gdzie jesteśmy. To jest jakiś kanion podziemny ! Dwie płaskie płyty i szeroka dziura , albo jeziorko, albo zabłądziliśmy.Wybieram płyty. Wsuwam się ruchem dżownicy. Nogi zwisają w powietrzu , niżejjj....niżej.... jest kamień , w końcu opieram się o skały , wysuwam głowę .Światło pada na ciemą salę . Okazuję się że stoję pośród uroczego jeziorka podziemnego. Światło czołówki tworzy uroczą atmosferę. Jest se niezła komora! Koledzy docierają do mnie. -Bartek Jak Ci się podoba chodzenie po jaskiniach? -Jest spoko, kiedy następna? . Jak widzicie entuzjazm w grupie całkowity. Docieramy do punktu w którym się rozdzielamy. Cztery korytarze, idziemy w trzech. Maju znika pierwszy. Kuciu idzie na wprost . Ja się wspinam na półkę i tam siedzę . Bartek buduje dla Maja tamę całkowicie zastawiając jego korytarz. Kućiu był w ślepej uliczce. Maja nie słychać ani nie odpowiada. Starając się zachować spokój zapraszam kolegów aby poszli więc moim korytarzem. Przynajmniej nie zgubie się sam . W nasz zespół wkrada się atmosfera grozy! Maju się zgubił :( :( Tymczasem nasza trójka dociera do znanej nam komory z jeziorkiem. Co robimy ?? Akcja poszukiwawcza czy już Jurajska ?? Ruszamy w akcję poszukiwawczą. Wylot komory Maja dalej zagruzowany ...czyli jeszcze nie wyszedł. Nie wiadomo czemu koledzy decydują żebym wyruszył pierwszy w jego ślady. Hmmmm pewnie chcą i mnie zgubić! Co za łotry ! Jednakże na moje szczęście po przejściu kilku ciasnych skrętów udaje mi się usłyszeć Maja !! -Maju zgubiłeś się !! -Nie to wy się zgubiliście , chodźcie tu szybko bo jest tu kilka ciekawych problemów technicznych do rozwiązani . Wiesz co ...dzięki. Próbujemy wraz z Bartkiem zawrócić w tym korytarzu,nie jest to prosta sztuka.O mało co nie wybijając Bartkowi zębów butem wychodzę do większej komory. Jedynym który poszedł w ślady Maja był Kuć. ......... szło się szło , i szło , jeszcze było jeziorko, było miło , docieramy do Wielkiej Sali. Tej gdzie zaczynaliśmy. Mamy tam zapasy wody pitnej. Sala jest dwu poziomowa.W końcu czuję się jak u siebie. Wspinam się szybciutko na wyższy poziom. Ale nie ma tam nic ciekawego. Maju nie chcę iść więc dam sobie spokój. Jego trzeba wysyłać do niezbadanych korytarzy.Ja jestem na to za stary ;) Bartek z Kuciem przyglądają się okazom wapienia poprzetykanego konkrecjami krzemionkowymi. Zauważają ślady jakiś organizmów, badają struktury naciekowe. To są geolodzy! Maju gubi mapę w stawie, po czym zanurzając się w nim ją odzyskuje. Jest poświęcenie ! My są kowboje!! Z mapy wynika że jest jeszcze jedna ciekwa partia jaskini. Docieramy nad srkaj najgłębszego jeziora. W jednym z kominów krasowych całkowicie zalanych wodą odmierzamy poziom: 2 metry! Sala jest w większości zlana wodą . Ledwo mieścimy się w niej w 2 osoby. Zapada decyzja: zdjąć buty i wpław. Nie ma jedności w grupie. Maju przechodzi jezioro i idzie dalej. Kuciu przechodzi do połowy, wchodzi pionowym kominem,przeciska się ciasnym tunelem i też jest na drugim brzegu. Bartek ciesząc się z faktu że brzeg jeziora opustoszał, pozostaje na nim. Ja docieram wpierw na drugą stronę,ale że mi smutno tam i mokro w "......" bo ją niechcący zmoczyłem podczas przejścia , zawracam. Wchodzę na boso kominkiem i tam ugrzązam. Czas płynie . Dwa warioki poszły dalej. Bartek odpoczywa na brzegu. Ja tymczasem spędzając miłe chwilę w rozkroku,ponad taflą wody....decyduje się na powrót. Wracamy wraz z Bartkiem znaną nam trasą. Po kilku minutach jesteśmy w Wielkiej Sali. Mamy już chyba dość na dziś. Jeszcze tylko chwytam czekoladę zostawioną na jednym z głazów.Czekolada przypomina już jakiś kataklazyt!! Jest taka MARNA że szok!! Zmiażdżona , zeszczątkowana, aż szkoda! ...."I pamiętaj grotołazie młody, do jaskini nie bierz czekolady..." :D :D Z Wielkiej Sali już niedaleko na powierzchnie. Komin wstępny , sala z plecakami. Nie oglądam się już wstecz, chcę na powierzchnię. Jest !! Zaczyna padać deszcz. Bartek wychodzi.Otwieram czekoladę. Kataklazyt w całej okazałości, ale smakuje wybornie !! Maju i Kuciu docierają po kilku minutach . Deszcz się wzmaga . Jest godzina 16. Brudni, Brudni , Zmęczeni , Brudni dochodzimy do przystanku pks, autobus , Kraków. Koniec wyprawy. Pięknie !! ThX !! Było ekstra git !! Maju niemożliwy - w takim „stanie” takie rzeczy , Bartek i Kuciu w niczym nie odstawali Podsekcja grotołazów SAKWY zachęca do dalszych działań :)

Brak komentarzy: